FANDOM


  • Ad morteem

    Matthew nie wiedział dokładnie co się stało po uroczystym rozpoczęciu świąt w Arendelle. Gdy starszy pan wychodził z uroczystości, potknął się na moście, i nie mógł wstać. Matthew zaprowadził go wraz z żoną do medyka, który obejrzał nogę i stwierdził jedynie niegroźne obrażenia. Gdy wrócił z miasta nie widział ani Anny, ani Elsy, Olafa i innych. Idąc do koszar spotkał Kaia, lecz on też nie udzielił mu wielu informacji. Podobno siostry pokłóciły się i było to coś związanego ze świątecznymi tradycjami. W każdym razie Matthew organizował wieczerzę w koszarach dla tych, którzy byli daleko od domu i postanowili nie wyjeżdżać jak i tych nieposiadających rodzin. Reszcie oczywiście dał wolne. W sprawie świąt Matthew nie miał za dużo do powiedzenia…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Epilog

    sty 3, 2020 przez Verya97

    Jesienna aura powoli przejmowała władzę nad Arendelle. Słońce pojawiało się coraz rzadziej, ustępując miejsca ponurym, szarym chmurom, które często przynosiły ze sobą deszcz. Zimne wiatry z północy powróciły z dalekich pustkowi, gdzie udały się latem, i coraz częściej hulały w świetle księżyca, przeczesując swoimi mroźnymi palcami łąki, które budziły się rankiem przykryte cienką kołdrą szronu. Gęste mgły, niczym tajemnicze, dzikie stworzenia wychodziły z głębin lasów, ośmielone brakiem słońca i osiadały nad gołymi polami, zagrodami i dachami domów. Wszędzie rozbrzmiewało preludium zimy, mającej nastąpić lada chwila, by znów wziąć we władanie swoją ukochaną północ.

    Tego dnia myśli o zimie stawały się jednak bardzo odległe, gdyż słońce świeci…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Noc powoli gasła, rozpuszczając się w gęstej mgle, która osiadła nad śpiącym miastem. Jej kłęby ścieliły się nisko, nieruchome i ospałe, jakby Valencia pragnęła przykryć się nimi i osłonić się od nadciągającego zewsząd jesiennego zimna.

    Elsa stała wpatrzona w lufcik, przez który mogła dostrzec jedynie niewielki ułamek szarości, pozbawiony ziemi, nieba, ludzi. Od czasu do czasu, gdy chłodny powiew zabłądził do celi, przymykała powieki, wyobrażając sobie, że jest z powrotem w Arendelle, a za mgłą ukrywają się czarne skały fiordów, kapiące żywicą sosny, uginające się od pachnących szyszek, i niezdobyte szczyty pokryte wiecznym śniegiem. Nawet mgła w Arendelle była inna, własna, rodzima, którą jesienią oddychało się zamiast powietrzem, a ona pr…

    Czytaj całość >
  • CherryCoke

    witam

    lis 27, 2019 przez CherryCoke

    CZY JEST TU JESZCZE KTOS ZE STAREGO SQUADU BLAGAM BO AZ MNA RZUCA PO FROZEN 2 I TESKNIE ZA LUDZMI NIEKTÓRYMI ODEZWIJCIE SIE PLZ

    Czytaj całość >
  • Verya97

    — Elsa...

    Wiedziała, że Anna nie przestanie jej wołać, i w końcu się udało. Pierwszy raz coś w niej drgnęło na dźwięk własnego imienia. Jakaś cząstka jej serca, której nawet nie umiała zidentyfikować, jako pierwsza porzuciła samolubne skurcze i zawołała do obserwującej ją myśli, która choć słyszała i rozumiała wszystko wokół, wciąż nie mogła otrząsnąć się z dziwnego uczucia bycia osamotnioną przez ciało nie reagujące na żaden impuls, ciało, którego nie potrafiła obudzić. Czuła na swojej twarzy dotyk dłoni siostry, a jej nos wyłapywał różne proporcje ciężkiej mieszanki wilgoci, pleśni i słomy. Wiedziała, że leży, że ma na sobie miękką suknię, że gdzieś zgubiła jednego buta, a mimo to jej mięśnie, kości, stawy i wszystko, co składało się na j…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Życie Anny od początku było naznaczone przez czekanie. Gdy była dzieckiem, przypominało ono małego skowronka, przyfruwającego na każdy, nawet najlżejszy zwiastun szczęścia. Łaskotał piórkami jej serce i ćwierkał radośnie na widok ubieranej choinki, zapachu ucieranego ciasta i dłoni taty ukrywających prezenty, które przywoził z odległych hrabstw. Jego trel nigdy się nie przykrzył, a Anna z utęsknieniem wyczekiwała jego powrotu. Jednak kiedy Elsa zniknęła z jej życia, skowronek został boleśnie podziobany przez kukułkę, która choć długo potrafiła nie dawać znaku życia, odzywała się żałosną, jednostajną mantrą gdy księżniczka samotnie pędziła długie godziny, myśląc, że ktoś złośliwie je wydłużał, bo przecież z siostrą zawsze biegły tak szybko!…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Nie zatrzymywała się, dopóki nie zniknęła za progiem swojej komnaty. Pokój pogrążony był w kojącej ciszy, a w świetle popołudniowego słońca tańczyły drobinki kurzu. Skupiła się na nich, by nieco uspokoić huragan emocji, ale ich chaotyczne ruchy jedynie podsycały pożar w jej sercu. Materia znikała pod jej palcami, które nie były już zdolne do wyczuwania niczego, poza jego skórą; oddech gubił rytm, nie będąc przerywanym pocałunkami, a wzrok tracił ostrość, gdy chciał sięgnąć dalej, niż na odległość ramion. W tym całym chaosie, gdy zdawało się, że zaraz świat zawali się im na głowy, zdała sobie sprawę, że dobro nie zginęło, a jedynie zostało przysłonięte strachem i zwątpieniem. Tak właśnie, w oczekiwaniu na koniec świata, zdała sobie sprawę, …

    Czytaj całość >
  • Verya97

    — To był zaszczyt móc cię poznać, księżniczko — powiedział ciepło Saúl, kiedy Anna wyswobodziła go z pożegnalnego uścisku. — Rzadko miałem przyjemność rozmawiać z kimś tak wysoko urodzonym, a zarazem tak serdecznym. I ciekawskim — podkreślił, puszczając oczko do księżniczki. — Jeśli w Arendelle żyje więcej takich możnych, to musi być wspaniały kraj…

    — Robimy, co w naszej mocy — zapewniła z uśmiechem Anna, czując, jak do oczu napływają jej łzy. — Jak to możliwe, że tak krótkie znajomości potrafią zapaść w pamięć na zawsze?

    — Ależ nie płacz, dziecino — poprosił czule Saúl, gładząc księżniczkę po policzku niczym kochający dziadek. — Wkrótce wrócisz do domu, czy to cię nie cieszy?

    Anna jedynie pokiwała głową, powstrzymując płacz.

    — Pożegnania, nie…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Bycie księżniczką miało jeden istotny plus, w porównaniu do bycia królową; wciąż można było chodzić, gdzie tylko się chciało (a przynajmniej w obrębie pałacu), ale nikt nie zwracał na to aż tak wielkiej uwagi, ani nie próbował też za wszelką cenę dotrzymywać towarzystwa. Ta niewątpliwa zaleta pozwoliła Annie opuścić pałac głównym wyjściem, przekroczyć zawsze otwartą bramę i zatopić się w tłumie nie będąc niepokojoną przez nikogo. Gdy była pewna, że nie dosięgało jej już żadne spojrzenie pałacowych gwardzistów spacerujących po murze, narzuciła na głowę głęboki kaptur swojej wiernej peleryny, by zakryć wyróżniające się z daleka rude włosy i piegowatą twarz.

    Z racji umiejscowienia na jednym ze wzgórz, katedra była widoczna nawet z obrzeży mias…

    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Kristoff obudził się z potwornym bólem głowy, pulsującym od ciemienia do oczodołów. Spróbował dotknąć bolącego miejsca, lecz zdał sobie sprawę, że ma spętane ręce. Nie mógł też wołać pomocy, bo był zakneblowany. Było mu niewygodnie, lecz nie mógł się za bardzo ruszyć, gdyż przywiązany był do metalowego kółka wbudowanego w ceglaną ścianę. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Było bardzo małe, znajdowało się w nim tylko parę krzeseł, stół, jakąś rozklekotaną szafę i kilka walających się przedmiotów: wiadro, łyżki, szmaty, ubrania.
    Przez mgłę przypomniał sobie co się stało w katedrze. Gdy zobaczył i usłyszał Elsę natychmiast chciał biec do Anny, lecz przeszkodził mu tłum starający się wydostać z przybytku. I gdy przeciskał się przez tłum, zrobiło m…

    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Kościół był pięknie przyozdobiony. I bez ozdób równe łuki sklepienia a także smukłe, rzeźbione kolumny, jak i olśniewające rzeźby i freski zdobiące przybytek zapierały dech w piersiach. Tego dnia z balkonów na których w czasie kościelnych uroczystości stał chór, zwisały barwne flagi. Pośród nich można było wyróżnić proporce Arendelle jak i flagi kościelne, jak również herb miasta Hamar i osobiste insygnia barona. Thror kroczył majestatycznie czerwonym dywanem wraz ze swoją olśniewającą małżonką Kristiną. Był to jegomość pokaźnej postury, potężnie umięśniony, co wywodziło się z wieloletnich ćwiczeń. Należy też wspomnieć o jego ojcu który podobno wywodził się z ludu północy - Wikingów. Kristina, smukła i dystyngowana, świetnie przy nim wyglą…

    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Bez przeszkód wrócili do zamku. Strażnik przy bramie ambasady szczęśliwie opuścił posterunek. Nie dałoby się przejść obok niego nie wzbudzając podejrzeń. Naturalnie mundur kapitana znaczyły plamy krwi. Oczywiście najgorsze co mogli zrobić to wziąć konie i z kopyta ruszyć w siną dal. Najpierw poświęcili czas na spożycie porządnego posiłku, choć Elsa wzbraniała się. Dopiero gdy Matthew wyjaśnił jej że czas poświęcony na przygotowania zwróci się z nawiązką ustąpiła. Kuchnia przygotowała podróżne racje składające się głównie z sucharów, podpłomyków, suszonego i wędzonego mięsa. Nie zabrakło również zwalczającej zmęczenie kawy. Matthew nawet nie próbował powstrzymać królowej przed wyjazdem. Wiedział dobrze, że to nic nie da. Na nic zdałyby się …

    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Elsa z niewielką eskortą udała się na rynek, coby kupić Annie prezent na imieniny. Oczywiście w obecnych okolicznościach kapitan gwardii był przeciwny, lecz to królowa miała ostatnie słowo. Matthew z początku cieszył się spędzając czas z królową, lecz po godzinie chodzenia, niewyobrażalnie się wynudził. Akcja- to był jego żywioł, adrenalina w czasie infiltracji, gdy dookoła byli wrogowie. Jednak teraz gdzie tylko nie spojrzał widział masy niepotrzebnych jego zdaniem rzeczy. Z kolei Elsa wyglądała na zadowoloną. W gruncie rzeczy kątem oka spoglądała na mężczyznę, notując iż jest coraz bliżej punktu krytycznego. Zastanawiała się na ile czasu starczy mu cierpliwości. Odeszła więc od stoiska kręcąc głową z dezaprobatą i zanotowała głębokie wes…

    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Był już wieczór. Elsa kierowała się do swojej komnaty. Chciała się odprężyć, spędzić ciekawie wieczór, niestety samotnie, bo Anna i Kristoff wyjechali do Hamaru na uroczystość otrzymania stanowiska przez barona Throra, jako przedstawiciele rodziny królewskiej. W korytarzu zobaczyła Matthew, a że chętnie by z kimś pogadała zaczęła rozmowę.
    - Kristoff robi postępy? - zapytała
    - Oczywiście, królowo Elso, jest pojętnym uczniem i jest uparty w dążeniu do celu.
    - Odprowadzisz mnie? - zapytała
    W głębi serca liczyła, że się zgodzi.
    - Z wielką przyjemnością Pani - odpowiedział Matthew.

    W drodze opowiadał Elsie o zjawiskach pogodowych, o tym dlaczego klify cofają się, czemu pada deszcz, lecz po jakimś czasie byli już u drzwi komnaty Elsy.
    - Dziękuję za roz…






    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Matthew, gdy już całkiem odzyskał siły poszedł przesłuchać obcego i skorumpowanego lokaja. Właśnie wracał z lochów strapiony. Obydwaj nic nie powiedzieli, mimo stanowczości Matthew. Nie posunął się do bardziej drastycznych metod wyciągania informacji, chodź niektórzy nie mieliby takich oporów. Wiadomo było tylko, że obcy przypłynął z Wysp Południa dwa tygodnie temu, a lokaj był nowy na zamku. Znaleziono worek z kosztownościami w jego izbie- zapłatę za zabójstwo królowej. Simon nadworny lekarz przebadał aroganckiego truciciela. Okazało się, że jest śmiertelnie chory na raka skóry - czerniaka. Zostało mu nie wiele życia. Oczywiście zwołano nadzwyczajne posiedzenie Rady Królewskiej. Rozgorączkowani uczestnicy domagali się informacji, ale Matt…

    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Duży statek handlowy wiozący najprzedniejsze wina z Wysp Południa dobił do portu w Arendelle późnym wieczorem. Postać okryta zielonym płaszczem dotąd stojąca na dziobie, skierowała się do burty. Marynarze przerzucili trap na pomost i postać raźnym krokiem zeszła na ląd. Ów człowiek zagłębił się w uliczki miasta, pnąc się wyżej i wyżej. Gdy na jego drodze pojawił się mały chłopiec odepchnął go bez ceregieli klnąc pod nosem. W końcu znalazł opuszczony dom z charakterystycznym czerwonym dachem. Podszedł do drzwi i otworzył go kluczem otrzymanym jeszcze przed rejsem. Wciągnął powietrze w nozdrza i złowieszczo się uśmiechając zniknął w mrokach domostwa.
    -----------------------------------------------------
    Matthew trenował na placu przed koszaram…

    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Minęło parę dni od nominacji a Matthew miał pełne ręce roboty.
    Tamtego dnia poszedł do miasta w przebraniu by przepytać ludzi, dowiedzieć się kto sprawia jakieś problemy. Z uzyskanych informacji wywnioskował, iż w mieście działa gang złodziei. Przepytany przez niego kieszonkowiec pod groźbą długoletniej odsiadki w zimnym lochu wyśpiewał wszystko. Matthew przez ostatnie pięć dni uwięził wszystkich członków bandy łącznie z przywódcą. Dodatkowo spędził czas na poznanie swoich ludzi. Część z nich oczywiście znał już wcześniej, lecz ostatnie dwa lata spędził w głębi kraju, toteż wiele go ominęło. Większość z nich była starsza od niego i bardziej doświadczona.,,Trzeba będzie zasłużyć na ich szacunek”-pomyślał. Zajął się meldunkami dotyczącymi nap…

    Czytaj całość >
  • Ad morteem

    Skoro już napisałem, to się podziele, a nóż komuś się spodoba. Z góry przepraszam za błędy jakie mogły się tu wkraść i życze miłego czytania.

    *

    - Musimy się pośpieszyć królowo-rzekł Albert-królewski szambelan na zamku w Arendelle.
    - Spokojnie Albercie. Jest za pięć dwunasta, zdążymy- powiedziała Elsa.
    Spojrzała na Alberta. Jak zwykle był ubrany w zielono-fioletowy kaftan gwardii. Miał czarne włosy, lecz przyprószone lekko siwizną, zawszę zaczesywał je do tyłu i stabilizował czapką gwardzisty. Nosił starannie przystrzyżone obfite wąsy, był niski ale dobrze zbudowany jak przystało na doświadczonego żołnierza.
    Na ogół był spokojny, lecz czasem wykazywał przesadną wręcz pedantyczność. Dlatego też poganiał młodą królową by szybciej przemierzała pała…


    Czytaj całość >
  • MysteriousStory

                                                                             


                                                                                           PROLOG  


    Królowa Elsa stała na balkonie, podziwiając piękno księżyca w pełni, który swoim blaskiem oświetlał teraz całe Arendelle. Wiele rzeczy zwykle chodziło jej po głowie od spraw związanych z królestwem, po losy mieszkańców, lecz w tym morzu myśli, jedna szczególna sprawa przyszła jej do głowy, rzecz, o której nie myślała już od czasów jej przygody na Lodowym Wierchu. Wraz z tą myślą pojawił się ból, nie on jednak spowodowany wydarzeniami z tamtych dni, lecz był to ból jej serca, serca, które błagało o coś, cokolwiek, choćby przyjaciela. Poza swoją siostrą, która i tak spędzała …

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Zostawiwszy Elsę na noc pod czujnym okiem doktorów, Anna pobiegła prosto do zapomnianego korytarza, nie tracąc czasu nawet na zabranie peleryny. Nie dbała już o to, czy ktoś ją nakryje, ani tym bardziej o pomyślność rozmów dyplomatycznych. Już dawno zrozumiała, że były one jedynie przynętą, mającą za zadanie ściągnąć Elsę do tego przeklętego pałacu.

    Ależ ja byłam głupia!, jęknęła w myślach, ściskając w dłoni świeżo ukradzioną świecę tak mocno, że aż ją odkształciła. Jeszcze dwa dni temu była taka pewna, że wszystkiemu winny jest książę Rubén, że nawet nie wyobrażała sobie innej możliwości. Nawet nie zastanowiła jej bezczynność infanta, który od momentu rzucenia zaklęcia, do dzisiejszego spotkania na dziedzińcu, nawet nie zbliżył się do Elsy…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Po ustaleniu godziny rozpoczęcia rozmów dyplomatycznych (będących ostatnią poruszoną przez Mercedes sprawą), Elsa wracała do swojej komnaty przez wschodnie skrzydło, uśmiechając się do własnych myśli, w których królowało poważne spojrzenie czarnych oczu.

    Z niewielu elementów rzeczywistości, jakim udawało się dostać do jej umysłu, tylko jeden wydał jej się na tyle niezwykły, że poświęciła mu większą uwagę — ruch na całkowicie zalanym wodą dziedzińcu. Wytężyła wzrok, chcąc przebić nim zasłonę targanej wiatrem ulewy, ale nie potrafiła rozpoznać kto był na tyle szalony, by w taką pogodę znajdować się na zewnątrz.

    Zaciekawiona, zeszła po schodach na parter i skierowała się ku wrotom, których jedno skrzydło było lekko uchylone, mimo zacinającego d…

    Czytaj całość >
  • Verya97

     — Wolfgang.

    — Ignoto!

    — Wolfgang...

    — Ignoto?

    — Wolfgang?!

    Myśl gęsta i bezbarwna przelewała się w przepaści między dwiema, nieustannie rosnącymi wieżycami odmiennych świadomości. Coraz trudniej było jej się wspinać na szczyt każdej z nich i już dawno byłaby zastygła w dwuznacznej nicości pomiędzy nimi, gdyby nie serce i jego okrutna niezłomność, wtłaczająca z każdym uderzeniem pachnące krwią i życiem iskry buntu.

    Więc myśl wciąż i wciąż zmieniała szczyty, brodząc po kolana w strachu i resztkach wspomnień, które wyciągały ku niej drżące smugi obrazów, przestrzegających przed konsekwencjami wyboru jednej lub drugiej wieży.

    Na środku drogi znajdowało się miejsce niezwykle niebezpieczne. Nadali mu imię – Wonwuz Tfaży, gdyż zgodnie z osobliwym zwycz…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Przedstawienie opowiadające o zabawnych perypetiach szalonego rycerza i jego giermka właśnie się zakończyło i na placu przed katedrą rozpętała się burza oklasków.

    — Jak ci się podobało? — zapytał Alexander, gdy po dwóch minutach publiczność w końcu przestała bić brawa.

    — Było cudowne! — przyznała Anna, pozwalając sobie na szeroki uśmiech. Czuła się odrobinę lepiej, mogąc choć na chwilę oderwać się od paskudnej rzeczywistości i nie myśleć o tych wszystkich niewiarygodnych zdarzeniach ostatnich dni.

    Starała się postępować tak, jak doradził jej Kristoff, ale nie spodziewała się, że nieustannie zmieniające się okoliczności będą robić wszystko, by zepchnąć ją z obranej ścieżki. Aż wzdrygnęła się na samo wspomnienie ukłucia strachu, jakie towarzysz…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Annę obudziły promienie słońca, którym na zaledwie kilka godzin przed zachodem udało przedrzeć się przez zasłonę chmur. Odruchowo nakryła sobie głowę poduszką, ale sen natychmiast uleciał, jakby był przetrzymywany pod jej powiekami na siłę, wbrew swojej nocnej naturze.

    Usiadła na łóżku, prostując nogi, na końcu których z zaskoczeniem stwierdziła obecność pantofelków, i przypomniała sobie, że to one zaprowadziły ją prosto do łóżka tuż po powrocie z korridy. Teraz spostrzegła, że najwyraźniej całe zmęczenie, fizyczne i emocjonalne, tajemniczym sposobem przesiąknęło z głowy do ubrań i fryzury. Nie chcąc sobie nawet wyobrażać szerszej perspektywy, przebrała się i uczesała, i wciąż półprzytomna, wyszła z komnaty.

    Sen usunął z jej głowy brutalne s…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Rafael musiał się spieszyć. Lochy nawet o poranku nie traciły swojej złowieszczej aury, a długie, kręte korytarze, do których nigdy nie docierało światło słońca, jakby ostrzegały ciemnymi oczodołami przed zapuszczaniem się w ich tajemnice.

    Droga, którą od dnia powrotu do Iberii przemierzał codziennie, wyryła się w jego pamięci tak dokładnie, jak oglądany we wspomnieniach widok przerażonej twarzy ukochanej osoby, która czekała na końcu tej ciemnej ścieżki.

    Ściany zwielokrotniały echo kroków mężczyzny, które śledziło go niczym duch-strażnik tego miejsca, pilnujący, by nie zapuścił się za daleko.

    Z ust Rafaela zaczęły wydobywać się obłoczki pary. Powietrze stało się stęchłe i ciężkie od wilgoci. Znalazł się w najbardziej odległej, najniższej czę…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Na długo przed wschodem słońca umysł admirała Fredriksena spłynął do świadomości tak łagodnie, iż zdawało mu się, że zdołał zobaczyć granicę między snem a jawą. Czuł się wypoczęty i tak odprężony, jakby zanurzył się w letniej, różanej wodzie, ale jednocześnie wyczuwał gdzieś w pobliżu pierwiastek ogromnego napięcia, które nie pochodziło od niego.

    Usiadł na łóżku i rozejrzał się wokół; wszyscy gwardziści spali twardym, żołnierskim snem na równie twardych, prostych łóżkach. Jeden z nich mamrotał coś przez sen, inny pochrapywał, kolejny bezwiednie odganiał od siebie komara. W powietrzu unosił się jeszcze dym z fajki sierżanta Herrery, zmieszany z kurzem i wszechobecną wonią pałacowych ogrodów. Wszystko wydawało się tak realistyczne, a zarazem …

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Wolfgangiem wstrząsnął przenikliwy dreszcz, a jego usta zaczęły łapczywie połykać powietrze, zupełnie jakby ostatkiem sił udało mu się wydostać na powierzchnię lodowatej topieli. Otworzył szeroko oczy, wlepiając je we wszechogarniającą ciemność lochów, gdzie Magnus wyznaczył mu siedzibę. Jego powieki okazały się bezwzględnie posłuszne jego własnej woli, lecz zanim obudziła się w nim pełna świadomość posiadania raczkującej samodzielności, magia poderwała go z łóżka i wyostrzyła zmysły, jakby chciała otrząsnąć go z zagrażających jej myśli.

    Natychmiast zakręciło mu się w głowie i poczuł, jak po górnej wardze spływa mu gęsta, intensywnie pachnąca żelazem strużka. Wiedziony wrodzonym odruchem podniósł dłoń chcąc jej dotknąć, ale potężna siła, kt…

    Czytaj całość >
  • Mimi622

    Wracam?

    lip 29, 2018 przez Mimi622

    Okej, więc czy ktoś tu jeszcze żyje?! xd Totalnie przypadkiem udało mi się zalogować stare konto tutaj i, o mój boże, jakie ja tu rzeczy wypisywałam... W każdym razie wróciły do mnie miłe wspomnienia sprzed czterech lat i zastanawiam się czy wrócić. Liczę na wasze pomocne komentarze. Czy powinnam dalej prowadzić blog?

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Uczta trwała w najlepsze, być może dlatego, że niewiele osób zwróciło uwagę na niespodziewane wyjście księcia Rubena. Anna obserwowała markizów, którzy rozmawiali ze sobą wesoło, nieustannie zmieniając miejsca przy stole, gdyż pragnęli wykorzystać tę rzadką okazję do spotkania się z krewnymi, wżenionymi w rody, których siedziby znajdowały się nieraz na drugim końcu kraju. Każdy znał się niemal z każdym, przez co przypominali księżniczce jedną wielką, skomplikowaną rodzinę.

    Część markizów przechadzała się w niewielkich grupkach, rozmawiając o interesach i aranżując małżeństwa swoich dzieci, które bez ich wiedzy czasami wymykały się chyłkiem od stołu niekoniecznie z tą osobą, którą za ich plecami wybierali im rodzice. Współczucie dla ich nieu…

    Czytaj całość >
  • Czkawusiek339

    Ostrzerzenie: dla twojego dobra, lepiej tego nie czytaj.

    Ok. To moje pierwsze opko na tej wiki i pierwszy raz piszę o krainie lodu, więc proszę o wyrozumiałość. Więc zaczynamy:


    Dawno, dawno temu, w przesilenie letnie, w królestwie Arendelle, urodziła się dziewczynka z niezwykłą mocą. Nazywała się Elsa. Królewna żyła w zamku szczęśliwie. Miała służących, zabawki i wszystko co chciała, lecz jednego jej brakowało: rodzeństwa. Trzy lata po narodzinach księżniczki, w przesilenie letnie, urodziła się jej siostra, Anna.

    Wiem że krótkie, ale nie umiem nic innego wymyślić.

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Rozdział 16 - Uczta

    paź 31, 2017 przez Verya97

    Oficjalna część uczty rozpoczęła się równo o godzinie osiemnastej w sali tronowej, gdy wszyscy uczestnicy turnieju już się odświeżyli, a damy przywdziały kreacje przeznaczone specjalnie na tę okazję (nie mogły przecież pokazać się w tych samych sukniach, w jakich podziwiały turniejowe zmagania).

    Elsa wzięła głęboki wdech, zaplatając dłonie na brzuchu. Czekała ją najbardziej stresująca część uroczystości — powitania z markizami. Dopiero stojąc na podwyższeniu w pobliżu tronów dostrzegła, jak wielu ich było.

    — Będzie dobrze, zrobiłaś na nich wrażenie — szepnęła jej do ucha Anna, pragnąc dodać siostrze otuchy.

    Elsa potoczyła wzrokiem po obcych twarzach, próbując wyczytać z nich uczucia, jakie żywili wobec niej.

    — Wielu się uśmiecha, to chyba dobr…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Rozdział 15 - Turniej

    paź 21, 2017 przez Verya97

    Anna i Alexander przypominali dwie, wzajemnie nakręcające się katarynki, które chyba nigdy nie miały zamiaru przestać trajkotać. Książę głośno i szczegółowo opowiadał o wszystkich roślinach, zdobiących ogromną przestrzeń ogrodów, jakby każdą z nich posadził osobiście. Anna wymyślała coraz to nowe pytania, na które młodszy z książąt odpowiadał z niemalże chłopięcym zapałem.

    Elsa nawet nie starała się nadążyć za tą konwersacją, z której przestała cokolwiek rozumieć gdzieś pomiędzy etapami kwitnienia róż, a sposobami sadzenia kapryfolium. Szła nieco z tyłu, szczęśliwa, że jej spostrzegawcza i zapobiegliwa siostra już na samym początku odciągnęła od niej Alexandra, którego gadulstwo i niekończące się pytania zaczęły doprowadzać królową do szału…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Mercedes czuwała przy mężu, otoczona ciepłą, nocną ciszą śpiącego pałacu. Płomyki świec drgały pod wpływem delikatnego wiatru, który bawiąc się figlarnie ze zwiewnymi firanami, zdawał się wprost drwić z powagi królowej. Król Carlos Filip, choć oddychał rytmicznie i spokojnie, był blady niczym trup, przypominając swoim wyglądem nieustannie, że znajduje się na granicy życia i śmierci. Mercedes delikatnie pogładziła go po policzku i odsunęła z jego czoła niesforny lok intensywnie kasztanowych włosów, które w całej okazałości odziedziczył po nim Alexander.

    — Jutro będę musiała posłać po balwierza. Jeszcze mi tu zarośniesz — wyszeptała czule, połykając gorzkie łzy, które natychmiast napłynęły jej do oczu.

    Wiedziała, co by jej teraz odpowiedział, …

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Vannmannen płynął szybko i zwinnie wzdłuż wybrzeża Iberii, jakby już nie mógł doczekać się odpoczynku w długo wyczekiwanym porcie. Elsa i Anna obserwowały w pełnym podziwu milczeniu ową tajemniczą, iberyjską ziemię, opierając się o nadburcie. Nie spodziewały się, że ta kraina tak bardzo będzie różnić się od Arendelle, lecz jej nieodparte, nowe w swej definicji piękno aż zapierało dech w piersiach.

    Iberia była prawdziwym domem słońca, które przemierzając nieboskłon zdawało się być nieustannie zwrócone w jej kierunku, jakby ta kraina była zwierciadłem, które odwzajemniało jego gorące pocałunki. Śnieżna biel piasku aż raziła po oczach, podobnie jak wygładzone delikatnymi dłońmi krystalicznych fal, wapienne skały. Spomiędzy nich wychylały się ni…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Dwa miesiące, letnia rezydencja króla Iberii, Valencia

    Król Carlos Filip leżał nieprzytomny w królewskim łożu. Medyk właśnie wyjmował ostrożnie bełt z rany, która przybrała okropną barwę ciemnej, brudnej zieleni. Władca miał wysoką gorączkę i majaczył, a nawet próbował wyrwać się opatrującym go dłoniom, co dodatkowo utrudniało zabieg. Musiało trzymać go pięciu służących, by zdenerwowany lekarz zdołał pozbyć się grotu, nie czyniąc przy tym jeszcze większych szkód.

    Mercedes stała u wezgłowia i wpatrywała się tępo w trupio bladą twarz swojego męża. Przejmujący aż do kości strach mieszający się z wyrzutami sumienia sprawiał, że była bliska szaleństwa. Świadomość, że tak naprawdę od samego początku Magnus bawił się nią i jej emocjami, traktując j…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Dwa miesiące wcześniej, letnia rezydencja króla Iberii, Valencia

    Królowa Mercedes siedziała samotnie na ławce przy ogromnej fontannie. Stąd miała doskonały widok na roztaczające się przed nią pałacowe ogrody, które już w pełni obudziły się do życia po zimowym śnie. Grządki były pełne przepięknych róż, lawendy, oleandrów i lantanów, które na oczach Mercedes zdawały się na gwałt stroić w kolejne odcienie żółci, błękitu i ukochanej przez królową czerwieni, jakby chciały oddać jej pokłon feerią barw i zapachów, oszałamiając każdego, kto tylko ulegnie ich wdziękowi i zanurzy się w labiryncie ogrodów. Żywopłoty trującego ligustru w pośpiechu rozwijały młode, soczyste listki, zapełniając gdzieniegdzie jeszcze gołe gałązki i szybko odbudowując ścia…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Elsa powoli dochodziła do siebie. Już drugiego dnia po odzyskaniu przytomności, pomimo protestów Anny zmusiła się by wstać z łóżka. Skończyło się na tym, że komnata natychmiast wywróciła się do góry nogami, a ona upadła na pościel przyprawiając swoją siostrę o mały zawał serca. Mimo to, nie poddawała się i następnego dnia już powoli spacerowała po komnacie z Anną podążającą za nią jak cień.

    Anna przez cały czas robiła wszystko by jej pomóc, i choć czasem bywało to uciążliwe, to Elsa wiedziała, że jej ukochana, młodsza siostra po prostu bardzo się o nią martwi. Wieczorem, gdy królowa stwierdziła, że czuje się na siłach, by w końcu wziąć kąpiel, Anna cały czas czatowała pod drzwiami łazienki w razie gdyby Elsa miała przypadkiem w planach zacz…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Od feralnego sztormu minęły dwa pochmurne, wietrzne, ale spokojne dni. Po skuciu lodem całej swojej komnaty, Elsa została przeniesiona do kajuty Anny. Cały czas była nieprzytomna, jakby pogrążyła się w głębokim śnie. Lekarz powiedział, że jej organizm został skrajnie wyczerpany i potrzebuje czasu na regenerację. Zapewnił też, że młoda, ciesząca się dobrym zdrowiem królowa, powinna wyjść z tego szybko i bez szwanku.

    Mimo to, Anna niemal nie odstępowała od łóżka siostry, wciąż wyrzucając sobie w duchu, że nie obudziła się wcześniej. Może zdołałaby pomóc Elsie jakoś przezwyciężyć paniczny strach przed sztormem, który uwolnił nieobliczalną moc, czyniąc spustoszenie nie tylko w jej komnacie, ale, co gorsza, również na ciele.

    Młodsza z sióstr wych…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Długi grzmot przetoczył się z hukiem po niebie, niczym zwalająca się w górach śmiercionośna lawina kamieni. Po nim uderzył następny, krótszy, ale okraszony kościstymi, oślepiającymi palcami błyskawic, które zdawały się zachłannie sięgać w stronę bezbronnego statku...

    Anna znów obudziła się gwałtownie, lecz nie była już tak przerażona jak za każdym poprzednim razem. Odetchnęła głęboko, ciesząc się, że obudziła się zanim koszmar rozpętał się na dobre, i zamknęła oczy, chcąc znów zasnąć. Po kilku minutach oczekiwania zorientowała się jednak, że coś jest nie tak. Wsłuchała się w pogrążoną w mroku kajutę i niemal wyskoczyła ze skóry, gdy po chwili następny grzmot huknął, zdawało jej się, tuż obok niej.

    To nie był sen! Nocne otępienie zniknęło w m…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Trzy miesiące wcześniej, letnia rezydencja króla Iberii, Valencia nad Morzem Mediterreńskim

    Morskie fale odbijały gasnące z każdą minutą promienie majowego słońca, pogrążając się w atramentowym, milczącym oczekiwaniu na kolejny, gorejący niczym pochodnia, świt.

    Królowa Mercedes Pierwsza przechadzała się po plaży, a jej delikatne, zwiewne szaty i długie, złociste loki rozwiewała chłodna bryza. Z daleka mogło wydawać się, że to piękna najada wyszła z morskich odmętów do świata ludzi, by zaśpiewać zapomnianą kołysankę słońcu i podziwiać piękno południowego zmierzchu.

    Woń rozgrzanego, białego piasku, kwitnących palm i morskiej soli sprawiała, że chciało się pobiec za nią, prosto w rozedrgane od gorąca jak fatamorgana uliczki miasta, zapełniające …

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Witajcie w kolejnym odcinku maratonu poprawek ;) Ten rozdział potrzebował zmiany tytułu, gdyż nieco zmieniłam kolejność retrospekcji :)


    Cztery miesiące wcześniej, zamek Silberstein, hrabstwo Weselton, Germania

    Książę Wolfgang von Oxenstern nie mógł zasnąć, mimo iż noc przybrała już swe najgłębsze oblicze, biorąc w niepodzielne władanie całą ziemię. Nieliczne gwiazdy, niczym strażnicy obserwowały pogrążone w bezwietrznej, spokojnej ciszy pola, zagony, drogi i mosty. Książę wpatrywał się w nie, niewidzącym, zasnutym mgłą rozpaczy błękitem swoich opuszczonych przez życie oczu, a one zdawały się obojętnie uciekać spojrzeniem i unikać jego proszącego o nadzieję wzroku, zostawiając go na pastwę samotnej rozpaczy.

    W roztrzęsionych dłoniach trzymał p…


    Czytaj całość >
  • Verya97

    Kristoff właśnie skończył jeść skromną kolację złożoną z pieczonej ryby, którą udało mu się złowić wczorajszego dnia, świeżego chleba, zakupionego za pieniądze, które zaoszczędził zimą oraz małego kufla mocno rozcieńczonego piwa. Teraz rozparł się wygodnie na prostym, drewnianym krześle i wyłożył nogi na stół. Prawie natychmiast zdjął je jednak z powrotem na ziemię. Anna wciąż cierpliwie starała się nauczyć go dobrych manier i chociaż wiedział, że go nie widzi, nie chciał jej oszukiwać, folgując sobie na chociaż krótką chwilę.

    Sięgnął po swoją lutnię, wierną towarzyszkę, która dopasowywała się do jego dłoni niczym dłonie przyjaciela i razem upiększyli pokój pierwszym akordem spokojnej, pasterskiej melodii. Nie pamiętał jej tytułu ani nie zn…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Witam ponownie ;) Ten rozdział wymagał tylko kilku niewielkich zmian :)


    Maszty trzeszczały złowróżebnie w rękach wściekłego, północnego wiatru. Takielunek zdawał się być żywą istotą, która wiła się i prężyła, niczym dzikie zwierzę, chcąc uwolnić się od próbujących ją ujarzmić marynarzy. Księżyc zniknął za czarnymi, kłębiącymi się chmurami, pędzącymi po niebie niczym tabuny dzikich koni. Statek z trudem wspinał się po wzburzonych, coraz potężniejszych falach, których połyskujący, atramentowy granat nagle zmienił się w martwą, żarłoczną czerń.

    Anna nagle otworzyła zamknięte snem powieki, słysząc krzyki marynarzy oraz szalony, ciężki stukot ich butów, gdy biegali po górnym pokładzie, chcąc opanować okręt, który zdawał się buntować przeciw własn…


    Czytaj całość >
  • Verya97

    Witajcie! :) Udostępniam Wam poprawiony rozdział 3 i od razu zabieram się za poprawę następnego ;) Miłej lektury!


    Pięć miesięcy wcześniej, zamek królewski w København, Południowe Wyspy

    Choć okute żelazem, przyrdzewiałe drzwi celi nie wydały najmniejszego dźwięku, to Hans niemal natychmiast otworzył szeroko oczy i wytężył słuch, gotowy do obrony. Kiedy jeszcze mieszkał w swojej pałacowej komnacie nie był w stanie go obudzić ani czysty śpiew sześciu dzwonów katedry, ani natarczywe odgłosy tętniącej życiem stolicy. Te czasy zdawały mu się jednak tak odległe, że miał wrażenie, iż były tylko ułudą. Teraz gdy któryś z koni w pobliskiej stajni przestępował z nogi na nogę podczas snu, Hans zrywał się, myśląc, że któryś ze stajennych, odpowiednio opł…


    Czytaj całość >
  • Verya97

    Witajcie :) Wracam do Was z kolejnym poprawionym rozdziałem i mam nadzieję, że będziecie podobać Wam się równie mocno jak poprzednia :). Tymczasem lecę poprawiać rozdział 3, do zobaczenia! :D



    Pół roku wcześniej, port w Walencji

    Kiedy nieskończenie błękitne niebo zasnuło się burzowymi chmurami, wywołało to tak niezwykłe poruszenie, że nawet siedzący na gankach, doświadczeni życiem starcy poczęli je żywo komentować. Kupcy, widząc złowróżebny granat obłoków, rzucili się ukrywać swoje towary pod plandekami, przepraszając zaskoczonych klientów. Karczmarze prędko zamykali okiennice, a marynarze, ci bardziej zaprawieni w swoim fachu, którym żadna pogoda nie była straszna, wpatrywali się w niebo i rozprawiali w rozmaitych językach o jej niezwykłości…



    Czytaj całość >
  • Verya97

    Witam :) Przed Wami poprawiony pierwszy rozdział, życzę miłej lektury! :)


    Elsa obudziła się jeszcze zanim kościelne dzwony oznajmiły całemu Arendelle, że świt jest blisko. Zdawało jej się, że ledwie przed momentem zamknęła powieki. Wstała powoli, z głową ciężką od ulatujących sennych marzeń, i podeszła do wychodzącego na wschód okna. Cicho rozsunęła ciemnoniebieskie zasłony. Ponad sennie falującą krawędzią morza, które rozciągało się aż po horyzont, czerń nocy powoli ustępowała szarościom poranka, a gwiazdy gasły jedna po drugiej niczym zdmuchiwane z czułością płomyki świec.

    Królowa potarła dłońmi zmęczoną twarz i przeciągnęła się jak kotka, zapominając na chwilę o dworskiej etykiecie. Posiedzenie rady trwało do późnej nocy, gdyż odpowiedź n…


    Czytaj całość >
  • Verya97

    Witam :) Po długiej walce z edytorem, muszę udostępnić rozdział jeszcze raz. Mam nadzieję, że tym razem się uda. ;)

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Witajcie z powrotem po bardzo długiej rozłące! :) Pierwszy rok studiów już za mną, więc wracam do Was z mnóstwem nowej energii i mam nadzieję, że moja historia w dalszym ciągu będzie się Wam podobać. :) Najpierw pragnę jednak podzielić się Wami kilkoma informacjami. Tak długa rozłąka z pisaniem miała paradoksalnie swoje dobre strony - dostrzegłam w dotychczasowych rozdziałach błędy, których wcześniej nie zauważałam, a także znalazłam dla wielu scen znacznie lepsze rozwiązania fabularne. Dlatego w pewnym sensie rozpocznę całą historię "od początku", czyli ponownie będę wstawiać te same rozdziały, lecz w ich poprawionych wersjach. Nie zmieni to jednak diametralnie historii, którą zdążyliście już poznać, więc nie ma obaw o to, że coś się pomi…

    Czytaj całość >
  • Zuza Pusheen

    Tamara wzięła berło do ręki i zamroziła drzwi.  Nie życzyła sobie żadnych gości. W końcu jest wona! Skończyła 18 lat i może robić co chce! Kilka machnięć i już ma lodowy dom. Zmieniła sobie jeszcze strój.

     I już jest Księżniczką Lodu.

    Czytaj całość >
  • Panjan990317

    Czołem!

    maj 17, 2017 przez Panjan990317

    Ową skarbnicę wiedzy na temat sławnego Arendelle obserwuję już od pewnego czasu, a dokładnie, odkąd zostałem zamknięty z młodszą siostrą w więzieniu znanym powszechnie jako kino. Myślałem, że dane mi będzie chociaż wyspać się za wszystkie czasy, bowiem bój był za mną długi i krwawy w małopolsce, gdzie pomagałem panu wojewodzie kijowskiemu szwedzką zarazę wyplenić. Lecz jak możecie się domyślić, wyspać mi się nie dano, bowiem w owym więzieniu skradziono me serce. A skradła je jej wysokość Elsa, pani na Arendelle.

    Długo wahałem się, czy spisywać jakieś inne dzieje owej pięknej panny, skoro tak wielu ma już kronikarzy (jak na przykład Chanelka99 (post scriptum: Twoje prace są wyborne, twórz waćpanna dalej!)), lecz w końcu się przełamałem i oto…

    Czytaj całość >
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.