FANDOM


Minęło parę dni od nominacji a Matthew miał pełne ręce roboty.
Tamtego dnia poszedł do miasta w przebraniu by przepytać ludzi, dowiedzieć się kto sprawia jakieś problemy. Z uzyskanych informacji wywnioskował, iż w mieście działa gang złodziei. Przepytany przez niego kieszonkowiec pod groźbą długoletniej odsiadki w zimnym lochu wyśpiewał wszystko. Matthew przez ostatnie pięć dni uwięził wszystkich członków bandy łącznie z przywódcą. Dodatkowo spędził czas na poznanie swoich ludzi. Część z nich oczywiście znał już wcześniej, lecz ostatnie dwa lata spędził w głębi kraju, toteż wiele go ominęło. Większość z nich była starsza od niego i bardziej doświadczona.,,Trzeba będzie zasłużyć na ich szacunek”-pomyślał. Zajął się meldunkami dotyczącymi napadów rabunkowych w okolicach Arendelle. Czterech kupców zostało zabitych a towar przepadł. ,,Hmm. Trzeba będzie się tym zająć”. Przeglądał raporty i nagle przypomniał sobie, że dziś sobota, co oznaczało spotkanie Rady Królewskiej. Spojrzał na zegar
- Za pięć pierwsza - powiedział na głos .
,,Zaraz- pomyślał. O której zaczyna się posiedzenie?" Wygrzebał ze stosu papierów kartkę od Alberta- szambelana a tam wyczytał , że spotkanie zaczyna się o... pierwszej!! Rozgorączkowany wybiegł z komnaty, ale przypomniał sobie, że musi zaprezentować królowej raporty. Ponownie wybiegł z pomieszczenia na trzecim piętrze, lecz jak to często bywa w pośpiechu znowu zapomniał czegoś wziąć. Tym razem pasa z mieczem. Nie mógł się pokazać bez oznaki jego urzędu! Mocno już zdenerwowany pobiegł przez korytarze i schody na miejsce.
- Obym się nie spóźnił!!
Zdyszany przystanął przed drzwiami sali obrad. Poprawiwszy włosy i pogniecione ubranie z determinacją ujął klamkę i wszedł, bardziej gwałtownie niż chciał do sali. U szczytu długiego stołu siedziała królowa a dalej szambelan, skryba i dalsi członkowie Rady. Wszyscy bez wyjątku patrzyli się na niego, więc zrozumiał że się spóźnił.
- Najmocniej przepraszam za spóźnienie!!- powiedział i skierował swoje kroki do stołu. Zauważył, że dwa krzesła najbliżej królowej są puste.
- Nic się nie stało Sir Matthew - usłyszał głos Elsy
- Czy tu ktoś siedzi? - wskazał na krzesło na prawo od Elsy.
Odpowiedziało mu milczenie więc wzruszając ramionami zajął miejsce. Wyczuwał dziwną atmosferę na sali ale nie potrafił zlokalizować źródła.
Po chwili głos zabrał skryba:
-Jak już wcześniej mówiłem..,zanim mi przerwano- tu spojrzał się na Matthew.-Chciałbym poruszyć sprawę zaległych należności z północnego krańcu królestwa...
Po ponad godzinnym wywodzie skryby i debat pomniejszych baronów Matthew był śmiertelnie znużony. Czasem patrzył na Elsę, która cały czas dostojnie siedziała i słuchała wywodów poszczególnych osób. Był naprawdę pod wrażeniem opanowania królowej, choć co go zaintrygowało czasem widział zamarzającą nogę krzesła lub lekki szron na stole przy nim. Słyszał o czarodziejskich mocach królowej i o wydarzeniach sprzed kilkunastu miesięcy, lecz teraz widział je na żywo. Nagle zdał sobie sprawę że wszyscy milczą i patrzą na niego. ,,Czyżby zauważyli moją nudę?”- pomyślał
- Sir Matthew, czy może pan przedstawić relację z pańskich działań tego tygodnia?- powiedziała Elsa. uśmiechając się do niego.
-Oczywiście. A więc jak Wasza Wysokość wie byłem w mieście by zasięgnąć informacji od obywateli. Tak się składa iż ten rzezimieszek który ukradł księżniczce Annie jej własność doprowadził mnie do herszta gangu złodziei, który działał na rynku i w jego okolicach.
W lesie grasują bandyci, którymi mam zamiar wkrótce się zająć. A na razie proponuję byś ty Pani podróżowała z silniejszą eskortą.
-Popieram- odezwał się baron Fergutt. Bezpieczeństwo królowej jest najważniejsze.
-Miło że się o mnie martwicie- powiedziała Elsa, lecz zauważyła żadnej reakcji wśród obecnych - Dobrze czy to wszystko Sir Matthew?
-Tak Wasza Wysokość.
-Tak więc zamykam obrady, dziękuję wszystkim za przyjście-powiedziała Elsa i wyszła z sali.
Matthew szykował się do wyjścia, lecz zaczepił go skryba i baron Fergutt.
-Witaj Sir Matthew, miło cię poznać
-To dla mnie zaszczyt -odpowiedział
-Wywołałeś niemałe poruszenie w radzie-powiedział skryba
-A to dlaczego?-zapytał Matthew
-Chodzi o to żee.. hmm . Usiadłeś bardzo blisko królowej.
-Nie rozumiem, nie gryzie chyba co?-zażartował Matthew
-Wiesz, że ona zamroziła cały kraj całkiem niedawno?-zapytał Fergutt
-Tak, ale przecież opanowała już swoje moce?
-Niby tak, ale wiesz nic nie wiadomo, lepiej nie ryzykować ja ci to mówię- powiedział skryba. No dobrze miłego dnia.
-Miłego dnia - odpowiedział Matthew
Idąc do komnaty rozmyślał nad tym co usłyszał. ,,Ci ludzie nadal się jej boją?”- pytał sam siebie. Jednak on nie obawiał się jej towarzystwa. Odniósł bardzo pozytywne wrażenie w stosunku do królowej. ,,Nie ma co ukrywać - pomyślał. Elsa to piękna i mądra władczyni”. Przystanął chwilę na schodach, po czym zawrócił. ,,Dobra, muszę się zająć robotą”- powiedział kierując się do koszar by uzgodnić z oficerami plan ujęcia bandytów.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nastał piękny wrześniowy dzień. Słońce leniwie wędrowało w górę i w górę. Co jakiś czas można było zauważyć małe pierzaste chmurki. przemieszczające się po niebie. Ragnar wraz ze swoimi dwoma współpracownikami wyruszył o świcie z Arendelle kierując się wzdłuż wybrzeża. by sprzedać swoje towary przed innymi a ,że dzień był piękny miał dobry humor i pogwizdywał sobie radośnie. Lekki wiaterek łaskotał go po policzku. Konie z trudem ciągnęły wozy pod górę. ,,Zbliża się czas odpoczynku”- pomyślał. Pokonali kolejne wzniesienie. Właśnie przemierzali wąski fragment traktu, gdy nagle z głośnym okrzykiem z zarośli wypadła banda rabusiów. Wszyscy byli uzbrojeni, zarośnięci i w spopielałych brudnych ubraniach. Gdyby ktokolwiek miał opisać przeciętnego zbójce, to bez wahania wskazałby tą bandę. Jeden z jego wspólników od razu podniósł ręce w geście poddania, lecz bandyta ugodził go nożem. Ragnar zrozumiał ,że musi jak najszybciej uciec więc zaczął biec w stronę miasta co sił w nogach. Nagle usłyszał brzęk i szarpnięcie i w tej samej chwili coś ciężkiego utkwiło w jego plecach. Po chwili poczuł ,że cała energia opuszcza jego ciało, osunął się na ziemię i usłyszał jeszcze tylko rechot zbójców zanim stracił przytomność.
...............................................................

-Cóż za piękny dzień- westchnęła Anna
-Niedługo zacznie się robić zimno- powiedział Kristoff. To chyba jeden z ostatnich ciepłych dni w roku.
-Czyżbyś był też nieomylnym przepowiadaczem pogody?-zapytała Elsa. Przypomnę ci nasz ostatni wyjazd, kiedy upierałeś się ,że nie ma prawa spaść ani jedna kropla deszczu.
-To było co innego..-zaczął Kristoff
-Musieliśmy później długo suszyć ubrania- uzupełniła Anna
-I ty przeciwko mnie- powiedział Kristoff
Niedawno wyjechali z Arendelle w eskorcie sześciu gwardzistów na czele z Sir Matthew, który uparł się że osobiście musi strzec bezpieczeństwa królowej. Gdy Elsa zaprotestowała mówiąc iż ma ważniejsze sprawy odparł, że mogą poczekać. Tak więc dwóch gwardzistów jechało z przodu dwóch z tyłu a reszta po środku.
-Matthew proszę, chociaż ty mnie poprzyj- prosił Kristoff
-Nie powiem żebym był wytrawnym meteorologiem, ale przez parę następnych dni powinna utrzymać się taka pogoda. Bez urazy-dodał pośpiesznie.
Anna zachichotała a Elsa podniosła brew jakby chciała powiedzieć ,,A nie mówiłam”?
-Wielkie dzięki- powiedział Kristoff chcąc sprawiać wrażenie urażonego, lecz po chwili on sam uśmiechnął się szeroko. Właśnie Elsa miała coś powiedzieć, gdy nagle usłyszeli podwójny gwizd.
-Co to takiego? -zapytała Elsa
-To przednia straż- wyjaśnił Matthew. Coś znaleźli, za chwilę powinniśmy się dowiedzieć więcej.
-A dlaczego gwizd?-zapytała Anna
-Łatwiej gwizdnąć niż krzyczeć co sił w płucach nieprawdaż księżniczko?
-Ano tak-powiedziała zmieszana Anna obawiając się ,że wyszła na idiotkę.
Po chwil z drzew wyłonił się jeździec. Pokłonił się w siodle królowej i powiedział:
-Wasza
Wysokość, Sir Matthew. Znaleźliśmy ciężko rannego kupca, potrzebuje pomocy.
-Ruszajmy- zarządziła Elsa
Dotarli do zwężenia drogi. Pierwsze co ujrzeli to puste zniszczone wozy i nieruchome sylwetki dwóch ludzi. Pod drzewem skulony leżał jeszcze jeden mężczyzna a obok niego gwardzista.
Zeszli z siodeł. Matthew podszedł do skulonego człowieka. Jego oddech był słaby. Zobaczył złamane drzewce strzały obok niego i ranę wlotową w górnej części pleców. Zrozumiał, że te człowiek niedługo umrze, lecz chciał wydobyć od niego kilka informacji. Odwrócił się i zobaczył Annę. Była blada jak ściana.
-Kristoff, możesz zabrać księżniczkę Annę. Chyba źle znosi widok krwi.
Kristoff bez słowa wykonał polecenie.
-Oni nie żyją- powiedziała szeptem
-
Oddalmy się z tego miejsca- powiedział Kristoff i objął ją ramieniem
Tymczasem Matthew wylał trochę wody na twarz mężczyzny.
-Co robisz!?- krzyknęła Elsa
-On nie przeżyje
Wasza Wysokość. Jedyne co możemy zrobić to złapać tych bandytów a on może coś wiedzieć.
Elsa ze współczuciem popatrzyła na mężczyznę.
-Naprawdę nie możemy nic dla niego zrobić? - zapytała
-Gdybyśmy pomogli mu od razu, może coś byśmy wskórali, ale teraz. Rozłożył ręce w geście bezradności.
Ziemia wokół stóp Elsy pokryła cienka warstwa szronu.
Mężczyzna lekko otworzył oczy.
-Jak się nazywasz?-spytał Matthew
-Raa...Ragnarr. Jaa.. U..mi..eram
Matthew nie potrafiąc nic innego wymyślić powiedział:
-Tak. Ale musisz mi pomóc ich złapać. Czy widziałeś u nich coś szczególnego. Usłyszałeś jakieś imię?
Cokolwiek? -N..i..e
Matthew zamyślił się i już chciał odejść ale Elsa zapytała:
-Czy wieźliście coś co rzucało się w oczy, było wyjątkowe?
Mężczyzna zakrztusił się, lecz powiedział:
-M.ieliśmy aksamity, płaszcze, a i parę szmaragdów, wyjątkowych o zielon
ym odcieniu na pewno je...
Lecz nie dane mu było powiedzieć więcej. Głowa opadła mu na pierś. Nie oddychał już.
Matthew zamknął mu oczy.
-Powinnaś
Wasza Wysokość już wracać. Ja muszę zająć się kilkoma sprawami. Wrócicie w eskorcie czterech gwardzistów. Ja z Henrym tu zostaniemy.
-Niech tak będzie- powiedziała cicho Elsa i po chwili dodała:
-Masz ich złapać
-Złapię, obiecuję- odpowiedział Matthew przez zaciśnięte zęby.

--------------------------------------------------------------------------------------------

Matthew szczerze mówiąc nie bardzo wiedział co ma zrobić. Nie wiedział prawie nic o bandytach, których miał ująć. Trop sprawców urwał się niedaleko miejsca zasadzki. Prawdopodobnie mieli swoich szeregach tropiciela, najpewniej byłego kłusownika. Jedyną poszlaką było to, iż prawdopodobnie byli w posiadaniu rzucających się w oczy szmaragdów. Oczywiście poinformował o tym wszystkich strażników miejskich, ale w gruncie rzeczy zdawał sobie sprawę, że niewiele może zrobić na tą chwilę. Trzeba było czekać na błąd opryszków by móc ich złapać. Przechadzał się po korytarzach zamku, licząc na to, że wpadnie na jakiś pomysł gdy spotkał Elsę.
- Wasza Wysokość- ukłonił się
- Sir Matthew, chciałabym z tobą porozmawiać- powiedziała
- Zapewne chodzi o sprawę bandytów. Niestety nie poczyniłem większych postępów.
- Więc co tutaj robisz? Zabójcy są na wolności a ty siedzisz w zamku!
Ściany pokryły się lodem tak samo jak podłoga..
-Pani, robię wszystko co w mojej mocy. Trzeba czekać, aż przestępcy ujawnią się ze szmaragdami by je sprzedać- odparł spokojnie Matthew
-Czekać, czekać. My czekamy a moi poddani cierpią!- wykrzyczała
Nastała niezręczna cisza, którą przerwał Matthew:
- Przepraszam, Wasza Wysokość
Elsa spojrzała na niego, lecz w jej niebieskich oczach nie było już gniewu. Zrozumiała, że on też czuję ciężar na swoich barkach i ma wyrzuty sumienia o to, że nie może nic zrobić.
- Nie. To ja cię przepraszam. Wywiązujesz się ze swoich obowiązków wzorowo a ja tak ci się odwdzięczam- powiedziała Elsa
-Nic nie szkodzi. Wiem że ciąży na tobie królowo wielka odpowiedzialność- powiedział Matthew
-Czy mogę ci jakoś pomóc?-zapytała Elsa
-Jak już mówiłem musimy poczekać. Właśnie miałem iść do miasta, a nóż może coś zauważę lub usłyszę. A tobie Pani radzę odpocząć.
- Idę z tobą Matthew- powiedziała Elsa
- Nie wiem czy to dobry pomysł..-zaczął Matthew
- Potrafię o siebie zadbać- powiedziała i demonstracyjnie zamroziła ścianę.
Matthew podszedł do ściany i ciekawie przyglądał się lodowi.
-Niewątpliwie z takimi pięknymi i zarazem niebezpiecznymi umiejętnościami dasz radę się obronić, ale ja lubię działać w cieniu, słuchać co ludzie mówią, obserwować nie rzucając się w oczy a twoja obecność Pani...No cóż, wszyscy znają królową i gdy ją zobaczą, nie będą rozmawiać swobodnie- powiedział Matthew.
-Cóż...
-Jednak bez wywoływania podejrzeń możemy pójść na rynek. Jeśli się niczego nie dowiemy to ja pójdę dalej w miasto a ty Pani wrócisz do zamku- zaproponował Matthew
-Tak zróbmy, nie wzbudzi podejrzeń to, że królowa pyta o szmaragdy do pałacu- powiedziała Elsa
-Słuszna uwaga- zgodził się Matthew- Więc chodźmy

Elsa z Matthew wyszli z zamku i skierowali swoje kroki na rynek miasta Arendelle. Mimo późniejszej pory nadal było tam sporo ludzi i kupców. Odwiedzali po kolei stoiska i Elsa wyrażała chęć kupna szmaragdów, lecz jak dotąd niczego nie wskórała. W tym czasie Matthew cały czas wsłuchiwał się w liczne rozmowy.
-Na razie nic- odezwała się Elsa
-Niestety- powiedział Matthew wzdychając ciężko. Coś mi się wydaję, że szukamy igły w stogu siana.
Odwiedzili jeszcze dwóch kupców gdy nagle Elsa wpadła na pomysł.
-A gdyby tak zapytać ich czy ktoś ostatnio był w tarapatach finansowych?
-Co masz na myśli Pani?- zapytał Matthew
-Chodzi o to, że ci bandyci mogą pracować dla kogoś w mieście.- objaśniła Elsa
-I eliminować komuś konkurencję- dokończył
-Dokładnie
-No dobrze pójdźmy tam- zaproponował Matthew wskazując na sklep jubilerski
Gospodarz widząc królową ożywił się od razu:
-Witaj Wasza Wysokość!- powiedział i widząc jeszcze jedną postać dodał:
- I oczywiście ty, Sir Matthew
-Martinie, czy masz na zbyciu parę szmaragdów?-zapytała Elsa
-Niestety tego jednego akurat nie mam przykro mi- odpowiedział
Elsa spojrzała na Matthew a on podszedł do Martina i przyciszonym głosem zapytał:
-Czy komuś na rynku ostatnio źle się wiodło, albo miał kłopoty finansowe?-zapytał
-Czy ja wiem.. hmmm. nie...chociaż..
Urwał widząc ożywienie Matthew,
-Ostatnio sklep Andersa, który handluję tkaninami podupadł.
-Dlaczego?- zapytała Elsa
-Podobno oszukali go dostawcy- powiedział.

Ale Matthew słysząc ironię w jego głosie powiedział:
-Ale ty tak nie twierdzisz?
-Na moje po prostu miał słaby towar. Ragnar na przykład dostarczał o wiele lepsze. Niech spoczywa w pokoju.
-Czyli Anders zyskałby na zabójstwie Ragnara i innych kupców?- dopytywał Matthew
- Tak mi się zdaję- powiedział
Matthew zamyślił się a Elsa zapytała z błyskiem w oku:
-Gdzie możemy go odnaleźć?
-Ma stoisko przy trzeciej latarni- powiedział
-Dziękuję Martinie, bardzo nam pomogłeś- powiedziała Elsa
Wyszli ze sklepu i bez słowa skierowali się do stoiska Andersa. Gdy je zobaczyli Matthew dał Elsie znak by stanęła.
- Gdy spytamy się go wprost po prostu się wszystkiego wyprze- powiedział. Pozwól że ja będę rozmawiał a ty Pani obserwuj go. Podniosę mu trochę ciśnienie, nie zapytam wprost o to o co nam chodzi. Jeśli jest niewinny nie ma się czego obawiać, na przykład gdy rozmawialiśmy z Martinem zachowywał się swobodnie, lecz gdy będzie się stresował i będzie udzielał wymijających odpowiedzi..
- To znaczy, że jest winny-dokończyła Elsa
-Dokładnie królowo, chodźmy.
I Matthew dziarskim krokiem przyklejając uśmiech do ust podszedł do straganu i nie dając mu się przywitać powiedział:
-Miłego dnia Andersie. Chciałbym się ciebie spytać o morderstwo Ragnara. Czy wiesz coś na ten temat?
Ujrzał w brązowych oczach strach i już prawię wiedział, że to on.
-Jjja nic nie wiem- odparł szybko
-Widzę, że interes ci się kręci co? Nie ma już konkurencji to dochody rosną.
-Wwielmożny panie, ja naprawdę nie.. Mam nowe towary ii..- lecz nie dokończył.
-Nowe towary? Widzę, że te jedwabie są inne od twoich starych. Niedawno je nabyłeś co?
Może ZRABOWAŁEŚ je innym kupcom cooo??- krzyknął Matthew
Elsa przysłuchiwała się rozmowie. Musiała przyznać, że Matthew dobrze to rozegrał. Nie dał Andersowi dojść do słowa i totalnie wyprowadził go z równowagi. Tymczasem kupiec bronił się rozpaczliwie:
-Nie, nie Panie nie dostałem odd...
-Spokojnie, wiem, że jesteś uczciwym kupcem, spokojnie- powiedział
-Wielmożny Panie, przepraszam wystraszyłeś mnie.
-Andersie tak naprawdę królowa chciała kupić od ciebie szmaragdy- wtrąciła Elsa
-Tak tak oczywiście Wasza Wysokość- powiedział i pośpiesznie bez zastanowienia nad tym co robi, z poczuciem ulgi, myśląc, że nie jest już podejrzany wyjął trzy piękne, zielonkawe szmaragdy spod lady.
Matthew spojrzał na Elsę, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo ziemia wokół niej pokryła się lodem a ona przygwoździła soplami lodu Andersa do ściany.
-TY ŁOTRZE!!!-wrzasnęła KAZAŁEŚ ICH ZABIĆ!! ŻEBY SIĘ WZBOGACIĆ!!? ZGNIJESZ W LOCHU!!
Ludzie dookoła patrzyli się na tą scenę. Nigdy nie widzieli królowej tak złej. Matthew podszedł do Elsy i powiedział:
-Wasza Wysokość proszę, zdejmij go.
Elsa opanowała się i zrzuciła Andersa na ziemię.
Matthew podniósł go i skierował swoje kroki do zamku Elsa poszła za nim. Anders prowadzony przez Matthew czasem upadał z hukiem na ziemię. Elsa zauważyła,że bynajmniej nie z własnej woli. Raz nawet zauważyła nieznaczny ruch wykonywany przez Matthew by Anders stracił równowagę.
Lecz mimo, iż była w gruncie rzeczy miłą i ciepłą osobą w ogóle nie było jej żal przestępcy.
------------------------------------------------------
Kilka dni później zbójcy z lasu zostali pojmani przez oddział zbrojnych i doprowadzeni przed wymiar sprawiedliwości.
-Dobrze że już nikogo nie skrzywdzą, dobrze się spisałeś powiedziała Elsa do Matthew
-Ty też Pani byłaś cennym pomocnikiem.-odpowiedział
-Czyżby? A kto powiedział, że będę ciężarem w śledztwie?-zapytała z uśmiechem Elsa
Matthew przyjął skruszony wyraz twarzy, ale powiedział:
-To powiedziałaś ty Pani, nie ja
Elsa ziewnęła.
-Chyba już dość wrażeń na dziś. Do jutra- oznajmiła Elsa i zniknęła za drzwiami

-Wasza królewska mość- ukłonił się Matthew

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.