FANDOM


Kristoff obudził się z potwornym bólem głowy, pulsującym od ciemienia do oczodołów. Spróbował dotknąć bolącego miejsca, lecz zdał sobie sprawę, że ma spętane ręce. Nie mógł też wołać pomocy, bo był zakneblowany. Było mu niewygodnie, lecz nie mógł się za bardzo ruszyć, gdyż przywiązany był do metalowego kółka wbudowanego w ceglaną ścianę. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Było bardzo małe, znajdowało się w nim tylko parę krzeseł, stół, jakąś rozklekotaną szafę i kilka walających się przedmiotów: wiadro, łyżki, szmaty, ubrania.
Przez mgłę przypomniał sobie co się stało w katedrze. Gdy zobaczył i usłyszał Elsę natychmiast chciał biec do Anny, lecz przeszkodził mu tłum starający się wydostać z przybytku. I gdy przeciskał się przez tłum, zrobiło mu się ciemno przed oczami i już nic nie pamiętał.
- Cholera, co z Anną, czy nic jej nie jest?- myślał, gdy otworzyły się drzwi jego izby. Kristoff oniemiał, bo ujrzał arcywroga Arendelle, księcia Hansa z Wysp Południa.
_--------------------------------
Poszukiwania skończyły się tak samo szybko jak się zaczęły. Przynajmniej dla Elsy. Dla niej akcja skończyła się już przed katedrą. Nagle po prostu zemdlała z wycieńczenia spowodowanego podróżą. Naturalnie natychmiast sprowadzono ją do kasztelu, gdzie odpoczęła w komnacie królewskiej. Siedem godzin snu to było to czego potrzebowała. Na dodatek rozluźniająca mięśnie gorąca kąpiel i wyśmienity posiłek - kaczka z jabłkami wypieczona na złoto, ziemniaki z chrupiącą skórką i specjał z kraju Lechitów - kiszona kapusta , która zasmakowała królowej. Z ulgą dowiedziała się, że Matthew już prawie odzyskał wzrok.
Jak ona się przestraszyła widząc go u progu śmierci! Jeszcze bardziej gdy jej moc trafiła jego!
Wyobraziła sobie Matthew, skutego lodem, patrzącego na nią szklistymi oczami, zimnego, martwego… Elsa wzdrygnęła się, odrzuciła tę nieprzyjemną myśl ,,W sumie jednak skończyło się dobrze” - pomyślała
Po posiłku chciała przed snem pójść do stajni by zobaczyć jak miewa się Płatek, czy w ogóle przeżył męczącą jazdę? Jak pomyślała tak zrobiła. Płatek przywitał ją radosnym parsknięciem. Pogłaskała go po łbie i dała mu soczyste jabłko, które schrupał ochoczo. Spokojna,już miała wracać do kasztelu ale zobaczyła przy ścianie oparty miecz Matthew. Zaczęła szukać go wzrokiem. Usłyszała podniesione głosy w dalszej części stajni. Udała się tam niezwłocznie, idąc wzdłuż rzędów boksów. Dziesiątki koni łypały na nią z pode łba, duże,małe, karę, gniadosze, wałachy. Na końcu w sianie leżał Piorun. Matthew klęczał na jednym kolanie głaszcząc go po szyi. Dwóch stajennych stało obok. Koń żył, lecz był bardzo słaby. Jeszcze nic nie było pewne. Zobaczyła, że Matthew nachylił się i wyszeptał coś do ucha wierzchowca. Elsa nie chciała przeszkadzać przyjacielowi więc wycofała się po cichu i wróciła do kasztelu.
Inaczej miewała się Anna. Wraz z obstawą przeszła całe miasto. Przepytała wszystkich napotkanych ludzi. Nikt nic podejrzanego nie widział i nie słyszał. Ci którzy byli na uroczystości mówili co prawda, że widzieli postacie znikające w bocznych uliczkach. Ale były to poszlaki bezużyteczne.

- Ale ja jestem głupia - pomyślała Anna
- Do niczego się nie nadaję, nie umiem nawet znaleźć ukochanego- rozmyślała. A była przecież bardzo mądrą osobą, tryskała energią, z daleka może wygląda trochę na głupiutką dziewczynę z pałacu. Lecz sprawy miały się inaczej. W tym momencie po prostu nie dało się nic zrobić by znaleźć Kristoffa.
- Trzeba poczekać na ruch wroga- powiedział Matthew na wieczornej naradzie - Jeśli ludzie barona Throra zamknęli miasto tak szczelnie jak mówi, to przy próbie ucieczki mogą zostać złapani, a w najgorszym wypadku dowiemy się chociaż mniej więcej gdzie operują, w jakiej części miasta. Będziemy mogli zawęzić obszar poszukiwań.
- Więc mamy czekać i gnuśnieć w ciepłym zamku, gdy Kristoffowi grozi śmierć!? - krzyknęła Anna uderzając ręką w stół.
Elsa spojrzała na nią z ukosa. Od tej strony chyba jeszcze jej nie znała. Z jej oczu biła hardość, determinacja. Nie była już tą ciepłą radosną i optymistyczną Anną którą wszyscy znali..

- Cóż- powiedział Matthew i wykonał nieokreślony ruch rękami - Na to wygląda
Położyli się spać, nieświadomi iż to nie będzie jedna z tych spokojnych nocy. Pewna inna trójka, również nie przeczuwała co się stanie.

================

Rzęsisty deszcz dudnił o dachy i ulice Hamaru. Na małej szybce w pokoju w którym był przetrzymywany Kristoff ścigały się deszczowe krople. Widział je oświetlone przez nocne latarnie. Co jakiś czas słyszał kroki podkutych butów. To straż patrolowała ulice. Za każdym razem miał nadzieję że wparują tu z łomotem i uwolnią go. Lecz nadzieja z każdą chwilą go opuszczała. Z nudów obstawiał on która kropla szybciej dotrze na sam dół szyby. Jak na złość zawsze wygrywała ta na którą nie stawiał. Był straszliwie głodny, przez cały dzień dostał dosłownie kromkę suchego czerstwego chleba i łyk zimnej wody do jedzenia. Za to obelg i kopniaków Hans mu nie żałował. Gdy tylko otwierały się drzwi Kristoff wiedział co go czeka. Kolejna porcja wyzwisk, pogróżek i nader obrazowych opisów tortur, których przygotował dla niego Hans w swojej ojczyźnie. Poza ogólnym pobiciem Hans ciachnął go w ramię sztyletem. Rana była powierzchowna, lecz nieopatrzona bolała uporczywie. Próby uwolnienia się zawiodły. Był spętany zręcznie i mocno. Nie było mowy o poluzowaniu więzów. Kristoff usłyszał skrzypienie zawiasów. Westchnął cicho ,,Jakoś to wytrzymam”- pomyślał. Ku jego zdziwieniu w drzwiach stanął nie Hans, lecz jego człowiek. Był cały ubrany na czarno. Widać było tylko jego oczy, ponieważ oblicze jego kryła maska. Bez słowa podszedł do niego i zaczął luzować więzy, najpierw u rąk, potem u stóp. Przez chwilę więzień myślał nawet że pomoże mu uciec, ale po chwili więzy zostały na nowo zaciśnięte. Przypomniał sobie rozmowę z Matthew, gdy tłumaczył mu on, że co jakiś czas trzeba luzować więźniowi sznur aby nie odciąć całkowicie krążenia. Poczuł chwilową ulgę. Było to pierwsze ludzkie zachowanie jakiego doświadczył od momentu pojmania. Drugie zaskoczenie - obcy przemył mu ranę wodą i założył opatrunek. Kristoff chciał mi podziękować, lecz knebel mu na to nie pozwalał. Jedyne co zrobił to skinął mu głową wyrażając wdzięczność. Jego dobrodziej nie zareagował na ten gest i wyszedł z pomieszczenia zostawiając Kristoffa samego. Po godzinie daremnych prób zaśnięcia drzwi otworzyły się z łomotem. Tym razem był to Hans i jego człowiek- tym razem uzbrojony w zakrzywiony miecz.
- Idziemy śmieciu! - powiedział szyderczo Hans po czym odwiązał go od ściany i wyjął knebel z jego ust. Rozwiązał również jego nogi. Niestety ręce Kristoffa wciąż pozostały spętane. Więzień posłusznie wstał, lecz mimo to nie uniknął uderzenia w tył głowy.
- Szybciej, chyba chcesz zobaczyć loch na Wyspach co?
- To ci się nie uda, w mieście jest pełno straży, złapią cię a mnie uwolnią - powiedział pewnie Kristoff
Hans zaśmiał się krótko.
- Nie sądzę, niestety nie doceniasz umiejętności tego oto jegomościa - powiedział i wskazał odzianego w czerń nieznajomego.
- I nie zagaduj mnie psie, nie masz prawa rozmawiać z osobą w której żyłach płynie królewska krew. Aito!- zawołał do swojego kamrata
Mężczyzna podszedł do niego i założył mu na głowę ciężki lniany wór. Nic przez niego nie widział, toteż przewrócił się na schodach boleśnie uderzając się w kolano. O dziwo ktoś pomógł mu wstać. Po chwili poczuł krople wody ściekającej mu za kark. Wyszli na zewnątrz. Myśli kłębiły się mu w głowie. Czy chcą go zabić?- myślał. Nie, przecież Hans mówił o lochach , więc chce go zachować przy życiu. Chyba że blefuje, żeby nie próbował stawiać oporu. Zresztą i tak nie mógł nic zrobić. Szedł posłusznie, lecz gdy tylko usłyszy kroki patrolu, zawoła na pomoc, bo Hans nie założył mu na powrót knebla, może wynikało to ze zdenerwowania czy po prostu głupoty. Kristoff nie wiedział jak długo szli, lecz w końcu zatrzymali się prawdopodobnie w jakiejś małej uliczce. Więzień usłyszał parę słów w nieznanym języku. Hans odpowiedział towarzyszowi szeptem, a później zwrócił się do Kristoffa. Coś sobie przypomniał
- Wyjął z kieszeni knebel i na nowo założył go Kristoffowi, lecz poprzez nieuwagę przy zakładaniu, pozostał luźny..

- Bardzo dobrze, zaraz wydostaniemy się z tego przeklętego miasta.
Pewność Hansa nie brała się znikąd. Dostał informację od jednego ze swoich szpiegów, że zachodnia brama tej nocy będzie słabo strzeżona, bo prawie połowa strażników jej pilnujących jest ciężko chora. Ubytków nie ma komu zastąpić, bo wszystkie siły są skierowane do poszukiwań. Teoretycznie rzecz biorąc Hans - mistrz miecza w swoim kraju i Aito- zawodowy siepacz poradzą sobie z kilkoma miejskimi strażnikami z łatwością. Dlatego też znaleźli się tutaj.
- Hans zerwał wór z głowy Kristoffa i że złowieszczym błyskiem w oku wskazał strażników bramy dobrze widocznych na tle pochodni.
- Widzisz ich?. Za chwile zginą…- zaśmiał się okrutnie.
Kristoff bił się z myślami. Jeśli nie ostrzeże strażników na pewno czeka ich śmierć... ,,Muszę coś zrobić”- pomyślał . Tymczasem Hans już skradał się wzdłuż muru z obnażonym mieczem w dłoni. Aito stał za Kristoffem z mieczem w dłoni, gotów przyjść panu z pomocą. Paroma ruchami szczęką zdołał poluzować knebel, mógł mówić... Pewno zginie, ale Hans już był metr koło pierwszego strażnika. Nadszedł czas..

Nagle, właśnie w chwili gdy Kristoff nabierał powietrza w płuca rozległo się monotonne zawodzenie baraniego rogu. Usłyszał stukot podkutych butów na bruku po lewej i prawej stronie drogi. Również w bramie zamiast trzech ludzi stało teraz dwunastu halabardników. Hans po pierwszym szoku rzucił się do ucieczki, lecz zobaczył tuzin uzbrojonych mężczyzn za sobą.
- Proszę proszę -usłyszał głos za plecami- toż to nasz sławny książę Hans
Hans odwrócił się i ujrzał Elsę a u jej boku barona Throra, Annę a także drugiego mężczyznę w stroju ze skóry z fioletowo-zielonym emblematem na piersi. Wiedział kto to jest. Matthew, to on pokrzyżował jego plany, to on uratował księżniczkę od śmierci. Gra była skończona. Hans wiedział to. Nie wyjdzie z miasta, zgnije w lochach. ,,Nie”- pomyślał. Mam jeszcze szansę na zemstę.
- Cóż to za zaszczyt! - powiedział - miło że przyszliście patrzeć jak Kristoff ginie.
- Jeśli go zabijesz nie wyjdziesz stąd żywy - powiedział Thror
- Może i nie ale będę miał satysfakcję z zemsty, o tak! Anna nigdy nie powetuje tej straty, będzie nieszczęśliwa do końca życia!
Elsa i Matthew spojrzeli na siebie, wiedzieli że to prawda
Nagle Hansa olśniło. Wyrówna obydwa rachunki. Wyzwie Matthew na pojedynek, zabije go, używając Kristoffa jakoś dotrze do morza, Anna i Elsa nie będą ryzykować jego śmierci. Na koniec zabije Kristoffa i wtedy jego zemsta się dopełni. Nareszcie zmyję plamę porażki.
- Nie możesz tego zrobić - powiedziała Elsa, życie co nie miłe?
- Może przemyśle to czy nie skrócić Kristoffka o głowę jeśli...
Zrobił złowieszczą pauzę.
- Wyzywam cię Matthew - kapitanie gwardii Arendelle na pojedynek. Stawką jest życie Kristoffa!
Matthew bez wahania chciał wystąpić przed szereg, lecz Elsa powstrzymała go
- Nie możesz, zabraniam ci Matthew
- To jedyna szansa
- Nawet jeśli go pokonasz tamten poderżnie gardło Kristoffowi
- Możliwe, lecz nie widzę innej opcji, ten mężczyzna za Kristoffem to shinobi. Nikt nie jest tak szybki by go zabić zanim on zabije Kristoffa.
- W takim razie ..
- Nie Elso, zaufaj mi dam radę..
- Ale twoje oczy..
- Już mi lepiej- powiedział Matthew

  • Obiecałeś..

- Czekam na odpowiedź! - krzyknął Hans
Kapitan wystąpił przed szereg
- Z przyjemnością rozprawie się z tobą ty parszywa gnido - powiedział Matthew
Strażnicy utworzyli krąg wokół nich
- Oczywiście jakakolwiek ingerencja osób trzecich oznacza śmierć tego tu dżentelmena - wskazał Kristoffa
Matthew pokiwał głową.

Elsa spojrzała na odzianego w czerń shinobiego. Widziała tylko oczy, czarne, spokojne, zimne
Obaj rywale wyciągnęli miecze. Na twarzy Hansa widniał złowieszczy uśmiech, za to Matthew był opanowany, skupiony. Zaczęli kręcić się dookoła pola wpatrując się w siebie. Matthew wiedział już że ma do czynienia ze śmiertelnie groźnym przeciwnikiem. Jeden fałszywy ruch i po nim. Elsa patrzyła bezradnie. Zdała sobie sprawę że strasznie się boi o niego, na pewno nie tak jakby był dla niej kapitanem straży. Lecz teraz nie było czasu się zastanawiać. Musiała wierzyć w umiejętności kapitana i w to że wszystko skończy się dobrze. Nagle Hans z rykiem furii rzucił się na Matthew zadając potężny cios znad głowy.

*

Matthew przemilczał jeden bardzo istotny fakt. Jego wzrok nie był jeszcze w pełni sprawny. Wszystko było rozmazane, jakby znowu włożył okulary do czytania Jensa. Jednak miecz przeciwnika jak na razie oświetlany blaskiem latarni był bardzo dobrze widoczny toteż Matthew, chwycił miecz obiema rękami i zatrzymał morderczy cios. Hans nie dał mu ani chwili na kontratak, napędzany furią zasypał go gradem szybkich, lecz w gruncie rzeczy niezdarnych ciosów. Matthew sparował je bez trudu, po czym wyprowadził szybki cios, ominął gardę przeciwnika i zostawił głębokie cięcie w boku Hansa. Książę cofnął się, zrozumiał że ślepa furia nic nie da, krew spływała mu po nodze, lecz rana nie była groźna. Matthew korzystając z chwili zawahania zaatakował. Najpierw zamarkował cios z lewej by płynnie przejść do pchnięcia. Hans nie dał się jednak zaskoczyć, odbił pchnięcie i sam wykonał poziome cięcie, które miało rozpłakać Matthew na pół. Kapitan nie zauważył go w porę. Wykonał unik za późno, przez co został zraniony w udo. Hans odzyskawszy pewność siebie zaatakował dwoma bocznymi cięciami, za każdym razem wzmacniał siłę uderzenia półpiruetem. Matthew przyjął oba uderzenia na miecz. Po czym przerzucił mecz z prawej dłoni do lewej i zadał pionowy cios wycelowany w czaszkę wroga. Hans zaskoczony nagłą zmianą ręki nie uniósł w porę miecza. Zdążył jednak wykonać unik, po czym doskoczył do Matthew i kopnął go w udo, dokładnie w miejsce wcześniej zadanej rany. Kapitan skrzywił się z bólu i stracił na chwilę spokój. Przez chwilę machał mieczem bez planu, byle odpędzić przeciwnika. Ciosy padały raz za razem. Żadna ze stron nie mogła uzyskać przewagi. Po potężnym ciosie przyjętym na miecz, Hans wycofał się. Teraz Matthew prawie w ogóle go nie widział. Tymczasem Hans postąpił parę kroków w lewo. Zdziwił się że Matthew nie podążał za nim wzrokiem. Zaatakował serią mocnych uderzeń. Z góry, z prawej, z lewej, cios w nogi, pchnięcie, uderzenie, kopnięcie. Hans tym razem się przeliczył. Matthew wykonał piruet i ciachnął go w plecy. Książę zawył z bólu, krew spływała mu po karku. Odwrócił się w samą porę by zablokować dwa szybkie cięcia z lewej. Lecz Matthew znowu przerzucił miecz do drugiej ręki, znalazł się jednak tak blisko Hansa, że nie mógł zadać ciosu ostrzem, toteż przywalił przeciwnikowi jego głowicą w splot słoneczny. Hans zatoczył się to tyłu, próbując złapać oddech. Byłby to idealny moment na wykończenie przeciwnika gdyby Matthew widział go dokładnie. Niestety Hans otrząsnął się po ciosie i spróbował zranić kapitana w drugą nogę. Jednak gdy ponowił cios, Matthew kierując się instynktem odbił sztych. Tym samym znalazł się bardzo blisko oponenta. Wolną ręką używając całej siły kapitan uderzył Hansa w miejsce w którym, zgodnie z lekcjami anatomii miała znajdować się wątroba. Tego było już za wiele. Hans przez chwilę nie zareagował, lecz nagle przeszył go obezwładniający ból, stracił równowagę i przewrócił się na bruk wypuszczając miecz z dłoni. Matthew wymierzył sztych w jego gardło. Dookoła rozległy się wiwaty, lecz za chwilę ucichły.
- Zabij go Aito, ZABIJ!!Ahhh!- wrzasnął Hans.
Wzrok wszystkich spoczął na Kristoffie i shinobim
Nagle nieznajomy przemówił z nieznanym akcentem ale zrozumiale
- Pojedynek rozstrzygnął, bogowie zdecydowali - powiedział, po czym uniósł miecz do góry.
Wszyscy na chwilę wstrzymali oddech,lecz cios nie spadł na Kristoffa, lecz na więzy. Katana przecięła sznur. Shinobi wyjął coś zza pazuchy i rzucił na ziemię. Spowił go obłok białego dymu. Zniknął...
- Nieeee!!- wrzasnął Hans
Matthew opuścił miecz i odwrócił się od pokonanego przeciwnika, i chciał podejść do przyjaciela.
- Matthew! - krzyknął Kristoff
Hans błyskawicznie podniósł miecz i skoczył by przebić kapitana mieczem od tyłu. Ten zaalarmowany krzykiem odwrócił się i sam zadał pchnięcie. Miecz Matthew przebił klatkę piersiową wroga, utkwił w bezwładnym ciele. Życie uleciało z Księcia Hansa, zaprzysiężonego wroga Arendelle. Zwycięzca wyjął miecz z truchła przeciwnika i podszedł do Kristoffa, kulejąc
- Jesteś wolny przyjacielu - powiedział zdejmując mu luźno zwisający knebel
Kristoff nie zdążył podziękować. Anna wpadła na niego, przytuliła go a potem złączyli się. w długim pocałunku. Matthew cofnął się, lecz zraniona noga odmówiła mu posłuszeństwa. Przewrócił się do tyłu na zimny bruk.
- Medyk! Opatrzyć mi go - powiedział Thror - podszedł do Matthew- Dobra robota- poklepał go po ramieniu
Elsa położyła mu dłoń na ramieniu
- A więc to koniec - powiedziała
- Mówiłem, że się uda - odpowiedział Matthew
Strażnicy wzięli go na nosze, medyk opatrzył mu ranę.
- Czy ty zawsze musisz sobie coś zrobić? - zapytała Elsa
- Nie zawsze, tylko jak ty pakujesz się w kłopoty ze mną - odpowiedział Matthew
Elsa zaśmiała się, bardziej z podenerwowania niż z radości. Obdarzyła go spojrzeniem swoich niebieskich oczu. Matthew zauważył w nich coś czego wcześniej nie widział. Wszyscy razem udali się do kasztelu. Gdy tylko Kristoff i Anna oderwali się od siebie, podziękowaniom nie było końca. Matthew jak zwykle wypierał się jakichkolwiek zasług, lecz czuł ciepło w sercu. Bardziej jednak chciał udać się na spoczynek, toteż przeprosił wszystkich i udał się do swojej komnaty pomagając sobie drewnianymi kulami.
- Dobrze że mamy go przy sobie- powiedziała Anna
- O tak - potwierdziła Elsa
- O tak

Epilog

Kilka tygodni po tych wydarzeniach wszystkie sprawy były załatwione. Naturalnie śmierć królewskiego syna nie mogła przejść bez echa mimo iż był ścigany. Wszystko zaczęło się od matki Hansa- królowej Ingrid, która wybłagała króla Wysp Południa o przeniesienie go z aresztu na wieś by pracował. Jako, że król bardzo kochał żonę a ona była zręczną manipulatorką, zgodził się na jej prośbę. Od tego był już tylko krok do całkowitego zaniechania kary i wygodnego życia w posiadłości na wsi. Ingrid dawała synowi wszystko czego potrzebował a przede wszystkim duże ilości pieniędzy. Jak wiadomo matczyna miłość nie zna granic a Ingrid bardzo chciała wierzyć w zmianę syna. Mając takie możliwości Hans zaczął urzeczywistniać swoje plany zemsty na znienawidzonych siostrach z Arendelle. W końcu potajemnie z grupą oddanych mu ludzi i trzema wschodnimi najemnikami odpłynął z Wysp i dostał się do Arendelle. Dopiero wtedy królowa zdała sobię sprawę jak wielki błąd popełniła, lecz było już za późno. Hans podstępem zmusił prawdziwego ambasadora do wyjazdu i tym samym doprowadził do wcześniej opisanych wydarzeń. Jeśli chodziło o pozostałych zabitych Południowców okazało się, że wszyscy co do jednego byli ścigani przez prawo nie tylko na Wyspach, więc ich śmiercią nikt w zasadzie się nie przejął. Inaczej jednak miała się sprawa z Hansem. Rodzina Królewska Wysp Południa w pierwszym odruchu zażądała natychmiastowej kary dla zabójcy syna. Prym w oskarżeniach wiodła oczywiście Ingrid, która żądała kary śmierci dla Sir Matthew. Jednak król i jego synowie po wysłuchaniu świadków i wymianie wielu listów byli na tyle mądrzy by poniechać zemsty. Gdy przekonali się ile zła wyrządził Hans i dowiedzieli się o szczegółach jego śmierci zażądali tylko zwrotu ciała i zapewnienia, że działalność Hansa nie rzuci cienia na relacje obu państw. Królowa Ingrid jako sprawczyni zaistniałych wydarzeń została zmuszona przez rodzinę do złożenia oficjalnych przeprosin królowej Elsie i księżniczce Annie z Arendelle, jak i wypłacenia z własnej kieszeni stosownych odszkodowań dla rodzin poległych obywateli Arendelle. Całe szczęście, że w tamtym okresie u władzy byli mądrzy władcy, bo w innych państwach taki incydent mógłby doprowadzić do ogromnych napięć dyplomatycznych jak i wojny. Jako, że wszystko zostało wyjaśnione możemy przejść dalej.

Tajemniczy kronikarz z Arendelle

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.