FANDOM


Skoro już napisałem, to się podziele, a nóż komuś się spodoba. Z góry przepraszam za błędy jakie mogły się tu wkraść i życze miłego czytania.

*

- Musimy się pośpieszyć królowo-rzekł Albert-królewski szambelan na zamku w Arendelle.
- Spokojnie Albercie. Jest za pięć dwunasta, zdążymy- powiedziała Elsa.
Spojrzała na Alberta. Jak zwykle był ubrany w zielono-fioletowy kaftan gwardii. Miał czarne włosy, lecz przyprószone lekko siwizną, zawszę zaczesywał je do tyłu i stabilizował czapką gwardzisty. Nosił starannie przystrzyżone obfite wąsy, był niski ale dobrze zbudowany jak przystało na doświadczonego żołnierza.
Na ogół był spokojny, lecz czasem wykazywał przesadną wręcz pedantyczność. Dlatego też poganiał młodą królową by szybciej przemierzała pałacowe korytarze w drodze do sali audiencyjnej.
Minęło rok i cztery miesiące od koronacji Elsy. W tym czasie sporo się zmieniło w królestwie Arendelle. Przede wszystkim Elsa udowodniła, iż potrafi sprawnie zarządzać krajem. Zjednała sobie na początku nieufną w stosunku do niej Radę Królewską, która przekonała się iż Elsa nie jest zamrażającą wszystkich dookoła wiedźmą. Co prawda zdarzało jej się czasem jeszcze coś zamrozić ale mówiła sobie, że każdemu może się zdarzyć. Ludzie przestali szeptać za jej plecami o jej niezwykłych zdolnościach, a przynajmniej w sposób negatywny. Czuli dumę, że ich królowa jest niezwykła i o czym się wkrótce przekonali, bardzo dobra. Oczywiście pielęgnowała dobre stosunki z siostrą i Kristoffem spędzając z nimi czas na łyżwach, rozmawiając czy spacerując gdy tylko jej na to pozwalał czas.
- No właśnie - pomyślała Elsa. Kiedy mam czas a dziś nie mam. Dzień zaczęła od spotkania z ambasadorem Weaselton, który po raz setny prosił ją o wznowienie traktatu handlowego. Jak zwykle odmówiła, wytykając mu, że arcyksiąże kazał ją zabić i nie zgodzi się na to dopóki osobiście i oficjalnie jej nie przeprosi. A teraz zmierzała właśnie do sali audiencyjnej by powołać nowego kapitana gwardii. Sir Robert ,który pełnił tę funkcję od dwudziestu lat z górą niestety zmarł trzy tygodnie temu. Mając przywilej wskazania swojego następcy, na łożu śmierci wskazał swojego ucznia. Jako wieloletni i zasłużony sługa królestwa jego wolę należało uszanować.
- Zaraz, jak on się nazywał? - pomyślała Elsa
I z tą myślą przekroczyła drzwi majestatycznej i przestronnej zdobionej wzorowanymi na korynckich kolumnami sali. Gdy zaszła potrzeba stawała się komnatą balową, gdzie liczni goście i arystokracja bawiła się w najlepsze. Lecz dziś brakło wymyślnych dekoracji którymi można by było się zachwycać, więc Elsa usiadła na drewnianym tronie z godną królowej gracją. Skinęła na Alberta, który otworzył skrzydło głównych wrót sali i donośnym głosem oznajmił:

-Sir Matthew, Wasza Wysokość.

Do sali wszedł młody mężczyzna, na oko dwudziestoparoletni. Miał dość krótko przystrzyżone włosy na bokach a trochę dłuższe na środku głowy. Był gładko ogolony , miał jasną cerę. Ubrany był w czarny strój a na prawej piersi kaftana widniał okrągły herb Arendelle. Był dobrze zbudowany i sprężystym krokiem podszedł do Elsy.
- Wasza królewska mość - powiedział kłaniając się nisko, po czym skierował spojrzenie swoich szarych oczu na nią. Elsa zawahała się. Wciąż czuła lekki dyskomfort poznając nowych ludzi, lecz po chwili odzyskała pewność siebie.
- Sir Matthew, jak miło w końcu cię poznać. Sir Robert bardzo pochlebnie się o tobie wyrażał w rozmowach ze mną-powiedziała
-Jestem pewien ,iż jego słowa były przesadzone, ale wydaje mi się, że sprostam postawionym przede mną zadaniom.
- Nie wątpię - odparła Elsa. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie układała się pomyślnie. Albercie, proszę podaj mu list z nominacją. Matthew wziął od niego list i jeszcze raz ukłonił się nisko mówiąc:
- Obiecuję że nie zawiodę Waszej Wysokości a teraz za pozwoleniem oddalę się do mojej kwatery by zająć się nowymi obowiązkami.
- Oczywiście, możesz iść - powiedziała Elsa
- Jeśli będziesz mnie Pani potrzebowała znajdziesz mnie na trzecim piętrze - powiedział Matthew, po czym wyszedł z sali.
Elsa patrzyła się w stronę drzwi i rozmyślała.
Wydawał się kompetentny i wywarł na niej dobre wrażenie. Ponadto był młody i wydawało się jej, że na tle baronów będzie najbardziej cennym współpracownikiem. O czym zdążyła się przekonać młodzi ludzie z reguły mają więcej energii i są bardziej elastyczni od starszych. Bardzo ciężko przekonać do swych racji człowieka dwa-trzy razy starszego od siebie. Co prawda z wiekiem przychodzi też doświadczenie, bardzo cenne w rządzeniu krajem. ,,Może spotkania Rady Królewskiej nie będą już tak sztywne?-pomyślała. Och, znam go ledwie parę minut a już snuję takie plany”- zbeształa siebie.
- I jak ci się podoba Elsa? - wyrwała ją z przemyśleń Anna
Elsa wzdrygnęła się zaskoczona i spojrzała się w bok. Za jedną z kolumn zobaczyła radosną twarz Anny.
- Fajny co? Nareszcie ktoś młody a nie ci sztywniacy z Rady-powiedziała.
- Wcale nie są sztywni?-odparowała Elsa.
- Nie? A co było na moich ostatnich urodzinach-zapytała Anna
- No dobrze są trochę sztywni, a jeśli chodzi Sir Matthew...
- Hmmm?
- Wydaje się kompetentny - odpowiedziała Elsa
- Kompetentny hmm?
- O co ci chodzi Anno? - obruszyła się Elsa
- Oj o nic o nic tylko się droczę, tak naprawdę chciałam się ciebie zapytać czy pomożesz mi wybrać wstążki do włosów na rynku prooooszeee - prosiła Anna
- Dobrze, dobrze-powiedziała z uśmiechem Elsa. Załatwie jeszcze kilka spraw i za godzinę z tobą pójdę dobra?
- Okej, kochana jesteś pa - powiedziała Anna biegnąć radośnie do drzwi.
Elsa uśmiechnęła się na myśl spędzenia czasu z siostrą, po czym wstała i poszła do swojej komnaty podpisać kilka papierów, między innymi raport o sprzedaży skór i rogów do Windsoru, polecenie naprawy zachodniej części murów miejskich jak i wiadomość do komendantów prowincji o mianowaniu nowego królewskiego kapitana straży.
- No, jeszcze tylko z pięćdziesiąt i jestem wolna - powiedziała do siebie.

____________________________________________________________

Rynek miasta Arendelle tętnił życiem. Mimo, iż było już po południu kupcy wytrwale czekali na klientów oferując im rozmaite towary. Na jednych stoiskach można było zauważyć kosze ze świeżymi owocami lub warzywami. Inni oferowali wysokiej klasy tkaniny, wytrawne wina czy świeżo pieczony chleb. Były też także sklepy jubilerskie w kamienicach rzucających cień na północną część placu, w których można było znaleźć rozmaite błyskotki, pierścionki, bransoletki , kolczyki ze złota, srebra i wysadzane kamieniami. Oczywiście istniały także stoiska z różnościami takimi jak noże, garnki, spinki i tym podobne i do tych właśnie stoisk kierowała się Elsa wraz z Anną. Mieszkańcy przywykli już do widoku królowej przechadzającej się z siostrą po rynku, lecz kupcy chętnie wykładali najlepsze towary mając nadzieje, że coś spodoba się księżniczce lub królowej.
-Anna opanuj się!-wykrzyczała Elsa do swojej siostry która biegała jak zwykle od straganu do straganu zawieszając oko na każdym po czym idąc do następnego.

Po prawdzie Elsa już dawno zauważyła piękną kolekcję wstążek do włosów, lecz wiedziała że Anna lubi przebywać z ludźmi, toteż przymykała oko na jej wybryki. Uznała jednak, że już czas skończyć bieganinę.
- Elsa, Elsa nie ma wstążeczek nie ma! - histeryzowała Anna
-Spokojnie Anno! Widziałam parę pięknych wstążek na tamtym stoisku, gdybyś choć przez chwilę popatrzyła na każdy stragan też byś je zauważyła-powiedziała Elsa.
Zmieszana Anna dała się doprowadzić do schludnego stoiska z akcesoriami do włosów.
Między rozmaitymi grzebieniami, spinkami, apaszkami był stojak z pięknymi wstążkami do włosów. Powitał je miły pan w średnim wieku, którego tusza wskazywała na to, iż sklep ma się dobrze.
- Witam szlachetne damy w moim sklepie!-powiedział donośnym głosem sklepikarz. Czym mogę służyć?
- Chciałabym kupić wstążkę do włosów. O tę piękną, zieloną!- powiedziała Anna
- To będzie dziesięć monet miła pani
Elsa, wiedząc że Anna zapłaciłaby nawet sto wtrąciła:
- O nie, mogę dać co najwyżej pięć.
- Ależ królowo, to najprzedniejsza robota. I proszę spojrzeć na ten wzór. Dziesięć monet to okazja!
- W takim razie miłego dnia-powiedziała Elsa, po czym zaczęła oddalać się od straganu.
- Dziewięć!!- wykrzyknął sprzedawca
- Siedem!-powiedziała Elsa odwracając się
- Osiem i już więcej nie zejdę nawet dla królowej
- Dobrze niech będzie osiem
Elsa podeszła do stoiska i uśmiechnęła się do Anny, która niecierpliwiła się.
-Anno zapłać panu-powiedziała
Sprzedawca przyjmując garść pieniędzy z sakiewki Anny powiedział
-Umiesz się targować Pani, ostatnio...
Lecz nie dokończył, ponieważ pewien mężczyzna powalił go na ziemię i błyskawicznie odciął małym nożem mieszek Annie. W mgnieniu oka był już przy uliczce między kamienicami i już miał tam wbiec, kiedy okryta płaszczem postać wyrosła przed nim i powaliła go na ziemię. Zebrał się tłumek gapiów. Elsa i Anna podeszły do miejsca zbiegowiska i ku ich zdziwieniu ujrzały Matthew, który właśnie zaciskał rzemień na rękach złodzieja.
-Sir Matthew co tu robisz?-zapytała Elsa
-Uznałem że należy od razu dowiedzieć się paru rzeczy w mieście i najwyraźniej dobrze zrobiłem Wasza Wysokość- odpowiedział
- To chyba należy do ciebie Pani- powiedział Matthew wyciągając rękę z pękatym mieszkiem.
- Dziękuję Matthew!!- wykrzyknęła Anna biorąc ją do ręki. Całe szczęście, że byłeś w pobliżu!
- Wykonuję tylko moje obowiązki, a teraz za pozwoleniem, tu skinął na Elsę, odprowadzę go do lochu.
- Oczywiście rób tak jak mówisz-powiedziała Elsa
Matthew odszedł w stronę zamku prowadząc pojmanego złodzieja.
-My też już chodźmy- powiedziała Elsa. Masz swoją wstążkę?

-Księżniczko!-zawołał sprzedawca- Chyba o czymś księżniczka zapomniała!

Z piękną zieloną wstążką w ręce siostry skierowały się do pałacu.
-Odzyskał moją sakiewkę! Widziałaś? Jednym ciosem powalił tego złodzieja!-mówiła rozentuzjazmowana Anna
-Tak, tak- odpowiedziała Elsa będąc myślami gdzie indziej
Wracając do zamku wypuściła kilka płatków śniegu na przechodzące dzieci wywołując u nich radość i uśmiechnęła się w duchu do siebie.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.