FANDOM


Fanon-wordmark Ten blog użytkownika jest częścią fanonu Kraina lodu Wiki. Informacje tutaj zawarte mogą, lecz nie muszą pokrywać się z wydarzeniami z filmu. Mogą jednak zawierać spoilery.

11. Farsa

Anna robi kolejne okrążenie po dywanie. Wydeptała już całkiem równy okrąg. Olaf idzie tuż za nią.

- Co my właściwie robimy? – pyta po kolejnych pięciu kółkach.

Anna wzdycha i siada na fotelu. Wypełnia ją mieszanka strachu, nerwów i zmęczenia.

- Czekamy na Agnarra – przypomina.

- Aha. Trochę to nudne.

Jak ja bym chciała – myśli – być taka beztroska jak on.

Olaf zaczyna ganiać za śnieżynkami ze swojej chmurki, niczym ilustracja myśli Anny.

Do pokoju wkracza Rupert.

- I jak? – pyta Anna.

- Nadal źle.

- Kiedy ten Agnarr...

- Pewnie ledwo wypłynął z Derrinu. To miasto nie leży zbyt blisko. A pora roku też nie najlepsza na konne wyprawy.

- Wiem, wiem.. Jakieś wieści z północy kraju? – pyta o tereny, na które ruszyli Elsa i Kristoff.

- Żadnych. Poza tym, że nie zostały zagarnięte nowe tereny. To dziwne, skoro są nawet z wschodu. Tam coraz gorzej. Z jedna trzecia północnych królestw została opanowana przez tego maga.

- Rozumiem – mówi Anna, a strach po raz kolejny rośnie. Próbuje samą siebie rozweselić – Cóż, brak wieści to chyba dobre wieści?

- Oooo, a co to za oknem? Tło wymazało! – woła Olaf.

Anna i Rupert podchodzą do okna, gdzie gęsta mgła pokrywa wszystkie tereny wokół miasta, które kojarzy się teraz księżniczce z małą plamką na czystej kartce papieru.

Pierwsza myśl Ruperta jest o wiele bardziej praktyczna.

- No, to powinno nam pomóc w wykonaniu planu – mówi.

- Ale świat zniknął! – Olaf wygląda na naprawdę przerażonego.

- Wcale nie zniknął, jest tylko zakryty – wyjaśnia Rupert.

- A po co on się chowa? – dopytuje się Olaf. Rupert wzdycha. Zawsze swoją karierę w kancelarii królewskiej widział jako przesiadywanie nad coraz ważniejszymi dokumentami o handlu i popijanie herbaty. Tymczasem nawet nie mógł wypić filiżanki herbaty, gdyż żaden handlarz nie miał ochoty zapuścić się w te tereny.

- Spójrz – woła Anna. Wskazuje na morze, gdzie z mgły wypływa statek. Okręt ma podziurawione żagle i kadłub z śladami walki.

- Jak on przekonał kapitana do płynięcia przy takiej widoczności? – zastanawia się Rupert.

- Wyciągniemy to z niego później. Idziemy! – zarządza Anna.

 

W porcie jest tłoczno. Statki przybywają tu dość często, ale szybko odpływają na nieco bezpieczniejsze lądy na południu. Ten statek przybywa jednak z południa. A przynajmniej na to wygląda…

Anna z trudem przebija się przez tłum. Trzy razy musi powtarzać, że nie zamierza dołączyć do sekty Starożytnych Proroków Zagłady, istniejącej już całe trzy dni i początek dzisiejszego. W końcu księżniczka dostrzega rozmawiających ze sobą Hansa i Agnarra, tego drugiego w zadziwiająco barwnym stroju kortyniańskim, który udało się dzień wcześniej wieczorem wygrzebać Annie. Na szczęście w dzieciństwie uwielbiała przebieranki i doskonale wiedziała, gdzie są przechowywane wszelkie niepotrzebne stroje.

Agnarr tłumaczy coś Hansowi, mocno gestykulując i wtrącając co chwila jakieś obce słowa.

- Cześć, Anna – wita się Hans, jakby spotykał znajomą na spacerze – widziałaś już tego tu – wskazuje na Agnarra, który właśnie opowiada o jakimś „sztoremie”, machając rękami we wszystkie strony.

- Dzien dobra, panni – przerywa swój monolog Agnarr.

- Co tu się właściwie dzieje? – pyta Anna i próbuje zrobić zdezorientowaną minę.

- Mord w króle, królowa i dzici! – odpowiada Agnarr. Całą siłą woli powstrzymuje się od wybuchnięcia śmiechem. Następne zdanie wypowiada już w czystym kortyniańskim.

- Jeśli dobrze rozumiem tego palanta, to w Kortynie jakaś dziesiąta woda po kisielu świętej pamięci już króla próbuje władować się na tron.

- To straszne! Jak możesz w ten sposób mówić o czymś takim! – woła Anna starając się, by jej okrzyk zabrzmiał autentycznie.

- Tia… Pomyśleć, że mam w tym kraju dość bliskie powiązania z rodziną królewską…

- Jak tak można! – dodaje Anna udając, że nie usłyszała wypowiedzi Hansa.

- One ma armę! Źle ludzie! – Agnarr kontynuuje swą opowieść.

- Co tu się wyrabia? – Na scenę wkracza Rupert z ulotką Starożytnych Proroków Zagłady wciśniętą w dłoń.

Agnarr po raz kolejny powtarza swą opowieść, starając się nie zmienić okoliczności. Rupert z Anną wyjaśniają sytuację w Arendelle. Wszystkiemu przygląda się Hans, szukając nieprawidłowości, które oznaczałyby, że ma do czynienia z jakimś szalonym  pomysłem Anny. Nic jednak nie wykrywa.

W końcu Anna proponuje Agnarrowi (alias księciu Velirre) gościnę w zamku Arendelle. Dziesięć minut później fałszywy książę próbuje wyplątać się z koszuli w jakiś czerwono-zielono-czarny wzór i nie udusić ze śmiechu.

- To się nie uda – w Ruperta wkracza pesymista. – To jest zbyt wariackie, by się mogło udać.

- A ja sądzę inaczej. Nieźle wymyśliłeś tą historię Agnarr. Wszystko do siebie pasowało – próbuje optymistyczniej Anna.

- Pożyjemy, zobaczymy – udaje się wtrącić głównemu aktorowi między wybuchami śmiechu.

- A dlaczego ten statek sobie odpłynął – pyta Olaf – i dlaczego jest tam ten gość od miecza i nieudanych  pocałunków?

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.