FANDOM


7. Trolle

- To tutaj? Nikogo nie widzę – Elsa siada na jednym z kamieni w Dolinie Żywej Skały.

- Wiesz… Może lepiej wstań – odpowiada Kristoff.

Po chwili kamienie zaczynają się turlać. Elsa odruchowo cofa się o pół kroku. Kamienie, a właściwie trolle zbierają się na środku doliny.

- Hej, Kristoffciu – Bulda podchodzi do handlarza lodu – a jak tam nasz Sveniunio? Moi chłopcy…

Elsa chichocze. Widzi, że jej towarzysze marzą, by zapaść się pod ziemię. Przypomina sobie jednak, dlaczego się tu znalazła i śmiech zamienia się w gulę w gardle. Rąbek jej płaszcza zaczyna pokrywać lód.

- A teraz dostaniecie moje świeżo upieczone ciasteczka… - Bulda ruszyła w stronę ścian doliny, gdzie kryły się wejścia do mieszkań trolli.

- Bulda, mamy sprawę niecierpiącą zwłoki, do Bazaltara – mówi Kristoff. Sven patrzy na niego znacząco. – Ale przynieś te ciacha.

Do małego zgromadzenia podchodzi Bazaltar, jakby przywołany słowami Kristoffa.

- Witajcie.

- Bazaltarze… – zaczyna Kristoff.

- Wiem, wyczuwam tę mroczne moce – przerywa Bazaltar. – Mamy mało czasu. Elso, choć za mną.

 

Grotę rozświetla tylko nikły promień kilku świeczek i cztery klejnoty, dwa niebieskie, jeden czerwony i jeden różowy. Kamienie te leciutko świecą. Elsa zafascynowana zerka na nie. Potem kieruje wzrok na stół zrobiony z kamienia, na którym stoją rzędy naczyń o różnych kształtach. Znajdują się w nich płyny o różnych kolorach, a w dwóch czy trzech kłębią się różnobarwne dymy. Między tym wszystkim znajduje się stara księga zapisana skomplikowanymi znakami. A na mniejszym stoliczku obok stoi talerz pełen ciasteczek.

- Częstuj się, uważaj, twarde – rzuca Bazaltar i zaczyna przeglądać zawartość kilku kamiennych wnęk. Elsa ostrożnie próbuje ciasteczka. Nawet niezłe.

- Gdzie ja to położyłem…

- Co?

- Elso,  jak sądzisz – co będzie największym problemem podczas walki z ciemnymi mocami nawiedzającymi Arendelle i wschód?

Elsa chwilę się zastanawia.

Wszystko – myśli. Potem dalej analizuje przebieg wyobrażonej walki. Przypomina sobie swoją ucieczkę z zamkowych lochów.

- Jeśli nawet uda mi się ich pokonać w walce – zaczyna powoli – to nie będę mogła później powstrzymać ich mocy.

- A na to istnieją pewne stare metody. Spróbuj coś wyczarować – mówi.

Elsa próbuje. Idzie jej to z dużym trudem.

- W tym kamieniu wokoło są żyły pewnego metalu, frionitu. Powstrzymuje czarodziejską moc ludzi.

- Aha… Ale czego dokładnie szukasz? Kajdan z takiego metalu?

- Raczej bransolet, bez łańcucha łączącego obie. Gdzieś tu taki sprzęt na czarną godzinę miałem, jeszcze z epoki magii, gdy czarodziei było pełno, a wśród nich i przestępcy… Ale Bulda mi zrobiła porządki i oczywiście nic nie da się znaleźć! – Bazaltar ze złością zamyka drzwiczki do szafki. Drzwiczki wyjątkowo zostały zrobione z drewna.

- Pomóc?

- Nie trzeba.

Elsa wzięła kolejne ciasteczko i zaczęła ostrożnie gryźć. Może trolle lubiły ciasteczka z kawałkami granitu, ale jej zależało na zębach.

Prawie kończy jeść, gdy Bazaltar woła

- Nareszcie.

Bransolety są proste, zrobione z grubych pasków metalu, lekko fioletowych.. Na półce znajdują się dwie pary. Zapięcia są na klucz. Dwa klucze z główkami z ażurowej plecionki leżą obok.

 

8.  Szaleńczy plan

- Coś musimy zrobić! – mówi po raz setny Anna, krążąc po gabinecie Elsy.

- Wiemy. Tylko co? – wymyśla kolejną odpowiedź Agnarr

- Musimy stąd jakoś wyrzucić Hansa!

- Tylko jak? – wzdycha Rupert.

Poza tą trójką w pokoju nie ma nikogo. Reszta mieszkańców zamku jest zajęta panikowaniem, ogłaszaniem końca świata i innymi tego typu rozrywkami.

Do gabinetu wkracza Olaf z najsmutniejszą miną świata.

- Nikt się nie chce ze mną bawić!

- Olaf, my tu mamy problem. Z Hansem.

- Aaaaa… Powiedzcie mu, że jest zamieszanie z następcą tronu gdzieś daleko, to tam pojedzie i będzie spokój.

- On nie jest głupi… - wzdycha Rupert.

Anna jednak zamyśla się.

- W sumie… Gdyby nieco dopracować ten plan…

Analizuje możliwości od wszystkich stron.

- Agnarr, ty wychodziłeś już z zamku?

- Nie, przeziębiłem się podczas podróży do Arendelle.

- Hmmm… - mruczy Anna. Dalej krąży po pokoju. – Rupert, Hans chyba ma przodków w różnych królewskich rodach?

- Jego babka od strony matki była którąś córką jednego kortyniańskiego króla, poza tym ma w drzewie genealogicznym powiązania z dynastiami panującymi w Lissini i Dernewii.

- Aha. Agnarr, znasz któryś z języków tych krajów?

- Kortyniański.

- A potrafiłbyś mówić z akcentem, wtrącając słowa z tego języka?

- Raczej tak.

- Więc co powiesz na rolę uciekiniera z kraju, w którym zabito pół dynastii? Pojechałbyś do Derinu i wsiadł na jakiś statek…

- Który odpłynąłby nieco w tamte okolice, tak, żeby wyglądało, jakby przybył z Kortynu, a potem... – wtrąca się Agnarr.

- Będziemy szybko mieli Hansa z głowy – przewija Rupert.

- Hurra – dodaje Olaf.

Dalsza dyskusja wykazuje wiele luk w planie, ale i tak wszyscy zgadzają się go zrealizować.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.