Kraina lodu Wiki
Fanon-wordmark Ten blog użytkownika jest częścią fanonu Kraina lodu Wiki. Informacje tutaj zawarte mogą, lecz nie muszą pokrywać się z wydarzeniami z filmu. Mogą jednak zawierać spoilery.

DZIEŃ PIERWSZY

 

         „Puk, puk” – Już o świcie słyszę pukanie do drzwi.

         Kto to może być?

 - Proszę. – Mówię i w drzwiach pojawia się Hans.

 - Witaj. Jak się spało?

 - Dobrze, bardzo tu wygodnie.

 - Gotowa na wspaniałe trzy dni?

 - No pytanie.

 - Zaczniemy od… Za godzinę czekam w Sali tronowej. – Hans zamyka drzwi i słyszę jak odchodzi. Wstaję z łóżka i idę w stronę szafy. Wyciągam z niej nową sukienkę, buty i tiarę. Do Sali tronowej schodzę pół godziny przed czasem.

 - Jesteś już? – Słyszę głos zdziwionego Hansa.

 - Tak. Już jestem gotowa.

 - Wyglądasz przepięknie.

 - Dziękuję… Idziemy?

 - Ahhh… Yyy… Znaczy… Tak.

 - Panie – właśnie przychodzi pokojówka – powóz już czeka.

 - Już idziemy. – Hans na mnie spogląda i daje znak, że musimy już iść. Teraz idziemy w stronę wyjścia. Książę otwiera mi drzwi. Wychodzę, a tam stoi przyczepa ciągnięta przez starego osła.

 - Nie, nie, nie! – Hans tak nagle się zaczerwienił. – Miała być złota karoca ciągnięta przez najlepsze konie w królestwie, a nie przez jakiegoś osła!

 - Hans… - Staram się wtrącić.

 - I miał być woźnica ubrany na złoto, a nie jakiś farmer, który przyjechał z pierwszego lepszego gnojowiska!

 - Hans. To wystarczy.

 - Niech już będzie, ale następnym razem już nie będę taki dobroduszny!

 - Hans!

 - Dobra, już dobra. No i jak do tego wejść!? Żadnych drzwiczek, schodów, NIC!

 - HANS! Daj spokój, wszystko będzie dobrze. Na pewno będzie super, nawet w tej przyczepie.

 - No dobrze. Chodź, pomogę ci wejść. – Hans łapie mnie za biodra, dźwiga i wkłada do przyczepy, a następnie sam do niej wchodzi. – Możemy jechać.

 - Wio! – Tymi słowami woźnica zapędza osła.

 - Hans, wiem że jesteś wściekły, ale pomyśl. Jesteśmy razem, jedziemy przez piękny las…

 - Przez las?! Jedziemy nad perłowe jeziora, a ta droga nie prowadzi przez las! Woźnico! Gdzie my jedziemy?!

 - Na śmierdzące bagna. – Odpowiada woźnica z obojętnym głosem.

 - No pięknie…

 - Nie załamuj się. – Próbuję pocieszyć Hansiątko. – Nie będzie tak źle.

 - Może masz rację…

 - Opuścić pokład! – Woźnica przerywa rozmowę. – Topimy się!!!

 - Gdzie? Wszędzie błoto.

 - Diana! Tam jest Skała! – Hans bierze mnie na ręce i przeskakuje na skałę. – Udało się? – Hans ze zdziwieniem patrzy raz na mnie, a raz na ohydnie śmierdzące bagno.

 - Hans… Jak wrócimy do zamku?

 - Nie mam pojęcia.

 - Ja chyba wiem jak. – Wyciągam ręce w stronę błota.

 - Co ty robisz?

 - Błoto to woda i ziemia. Jeżeli uda mi się chociaż trochę odsunąć wody, będziemy mogli przejść po suchej ziemi. – Udaje mi się, a około dziesięć centymetrów błota zostaje. – Idziemy.

 - Dianaaa… Czy to bezpieczne?

 - Idziemy!

 - No dobra, dobra. – Połowa drogi. Hans jakoś się niepokoi.

 - Coś jedzie.

 - Han… Aaaaaa… - Hans popycha mnie na bok, a zza zakrętu wyjeżdża inna przyczepa, a błoto z dwóch stron spada na naszą ścieżkę.

 - Przepraszam, Hans. Powinnam cały czas panować nad błotem.

 - Nie... – Hans ledwo się wynurzył. – To ja cię pchnąłem.

 - Spróbuję jeszcze raz. – Wyciągam ręce, a błoto znów się odsuwa. Dochodzimy do pobliskiej rzeki. Hans do niej wskakuje, a ja mocą zabieram strumień wody i się nią obmywam.

         Wracamy do zamku. Ja idę się przebrać, a Hans gdzieś znika. Już tak późno… Kompletnie straciłam poczucie czasu…