Część! Wstawiam pierwszy rozdział, mam nadzieję, że będzie się wam podobało ;) Zapraszam do czytania :)
Rozdział 1[]
- Daleko jeszcze? – pytałam znudzonym głosem, nie to, że mi się nudziło, ale… Tak, nudziło mi się, od wyjścia z samolotu jedziemy jakieś dwie godziny! Nigdy więcej nie zgodzę się na przeprowadzkę do innego kraju…
- Pytałaś się mnie jakieś pięć minut temu, będziemy za 15 minut! – denerwowała się na mnie mama, a czy to takie złe pytać za ile się będzie? No dobra, mam szesnaście lat, ale czy to coś zmienia? Nie mogę się już pytać za ile będziemy?
- 15 minut było pięć minut temu! – poderwałam się z fotela
- Widzisz?! Jak ciągle się nas pytasz to się stresujemy i tata wolniej jedzie! Prawda Hans?
- Co?! Co? A…? O czym mowa? – Ta… Tata jak zawsze nie wie o co chodzi, a w dodatku nazywa się jak bohater mojej ulubionej bajki „Kraina lodu” ale w ogóle go nie przypomina, ani z wyglądu ani z zachowania, tata dostał pracę… w Skandynawii, a tak dokładnie Arendal… Oczywiście nie miałam nic przeciwko wyjazdowi, ponieważ to tutaj najprawdopodobniej odbywała się akcja Krainy lodu, jednak wszystkie moje przyjaciółki zostały w Polsce… Tak, najtrudniejsze było rozstanie się z przyjaciółkami… Znowu opadłam na fotel, włożyłam słuchawki do uszu, nie wiem ile minęło dokładnie czasu od tego momentu zanim dojechaliśmy, ale zdążyłam przesłuchać Libre soy z dziesięć razy, uwielbiam Martinę Stossel, a jeszcze śpiewała do teledysku mojego ulubionego filmu! Spełnienie marzeń, mam nadzieję, że będziemy mieli telewizję po Polsku, bo nie wyobrażam sobie oglądania Violetty po Norwesku czy jakimś tam…
- Jesteśmy! – wykrzyknęła mama z ulgą, bo pewnie wiedziała, że już się jej nie spytam kiedy będziemy…
Mieliśmy zamieszkać w pięknym dworku, jednak nie był w najlepszym stanie, miał za to całą masę zakamarków, w które strach się bać było zajrzeć…
Mam pokój na piętrze, właściwie na poddaszu, jest tam piękny widok na Bałtyk, tak to był zdecydowanie plus, dom nad morzem!
Pierwsze dni minęły dosyć szybko, rozpakowywanie się zapoznawanie z okolicą. W jednym pokoju stoi wielka szafa, i to nie byle jaka, wygląda na bardzo starą, jest pięknie rzeźbiona i malowana, a co najdziwniejsze, jest przykręcona do ściany, chociaż, nie wiem czy jest przykręcona, ale na pewno jakoś przymocowana, ponieważ w żaden sposób nie można jej przesunąć… Według mnie w tym domu kryje się wiele tajemnic, jak w końcu miałam chwilę wolnego, obejrzałam sobie Krainę lodu, i kolejny dzień minął, w nocy miałam szalony sen, że w tej szafie znajdowało się przejście do tajemniczej krainy, tak jak w Narnii… Czytaliście no nie? Albo przynajmniej oglądaliście, myślę, że na pewno, w każdym razie następnego ranka, jak to ja z moją wybujałą wyobraźnią weszłam do szafy i szukałam tajemniczego przejścia, muszę przyznać, że jest to naprawdę pojemna szafa, przebiłam się przez masę ubrań kiedy doszłam do końca, nic tam nie było, oprócz jakiś starych damskich sukni i… drugich drzwi, jednak były zaklejone, Trochę to dziwne bo nie widziałam nigdy dwustronnej szafy, jednak myślę, że mogła to być tylko deska, znaczy się dwie deski… Mijały kolejne dni, a ja zwiedzałam dom, i okolicę, w końcu zaczął zbliżać się koniec lata, nadeszły pierwsze dni szkoły… po innym języku… Nie miałam dużych trudności, bo uczyłam się Norweskiego już od dawna.
W nowej szkole poznałam kilka dziewczyn, były dosyć fajne, po powrocie ze szkoły rzuciłam plecak w kont i zaczęłam oglądać telewizję, za chwilę miał się zacząć finał sezonu Violetty, ale nagle przyszła moja mama…
- Co robisz? – zapytała niby bezinteresownie
- Oglądam. – odpowiedziałam krótko
- Co?
- Violettę… - powiedziałam ściszonym głosem
- Znowu oglądasz te głupoty?!
- Mamo! Ja bardzo lubię te „głupoty”…
- A odrobiłaś lekcje?
- Eeee…
- Czyli nie?
- Oj mamo! Przecież zdążę! A na ten odcinek czekałam bardzo długo!
- I jeszcze chwilę poczekasz, za kilka godzin, przecież będzie leciała powtórka, prawda?
- No niby tak… Ale…
- Rose, najpierw obowiązki, a potem przyjemności. – podeszła i wyłączyła mi telewizor
- Mamo?!
- Idź odrobić lekcję!
- Ale?!
- Żadnych ale. – oczywiście! Cała mama, musiała mi popsuć dzień, bardzo często mi to robi, i niby mnie kocha! Nic się nie stanie jak odrobię lekcje za godzinę!
Zdenerwowana szłam w stronę pokoju, przez uchylone drzwi tajemniczego pomieszczenia z szafą, zobaczyłam błękitny poblask, zajrzałam do środka, jakieś światło wydobywało się z szafy, weszłam do środka, szłam do końca, tak jak w tedy, tylko tym razem, drzwi z drugiej strony nie były zamknięte…
I jak wam się podoba? :) Koniecznie skomentujcie!