FANDOM

  • Verya97

    Zostawiwszy Elsę na noc pod czujnym okiem doktorów, Anna pobiegła prosto do zapomnianego korytarza, nie tracąc czasu nawet na zabranie peleryny. Nie dbała już o to, czy ktoś ją nakryje, ani tym bardziej o pomyślność rozmów dyplomatycznych. Już dawno zrozumiała, że były one jedynie przynętą, mającą za zadanie ściągnąć Elsę do tego przeklętego pałacu.

    Ależ ja byłam głupia!, jęknęła w myślach, ściskając w dłoni świeżo ukradzioną świecę tak mocno, że aż ją odkształciła. Jeszcze dwa dni temu była taka pewna, że wszystkiemu winny jest książę Rubén, że nawet nie wyobrażała sobie innej możliwości. Nawet nie zastanowiła jej bezczynność infanta, który od momentu rzucenia zaklęcia, do dzisiejszego spotkania na dziedzińcu, nawet nie zbliżył się do Elsy…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Po ustaleniu godziny rozpoczęcia rozmów dyplomatycznych (będących ostatnią poruszoną przez Mercedes sprawą), Elsa wracała do swojej komnaty przez wschodnie skrzydło, uśmiechając się do własnych myśli, w których królowało poważne spojrzenie czarnych oczu.

    Z niewielu elementów rzeczywistości, jakim udawało się dostać do jej umysłu, tylko jeden wydał jej się na tyle niezwykły, że poświęciła mu większą uwagę — ruch na całkowicie zalanym wodą dziedzińcu. Wytężyła wzrok, chcąc przebić nim zasłonę targanej wiatrem ulewy, ale nie potrafiła rozpoznać kto był na tyle szalony, by w taką pogodę znajdować się na zewnątrz.

    Zaciekawiona, zeszła po schodach na parter i skierowała się ku wrotom, których jedno skrzydło było lekko uchylone, mimo zacinającego d…

    Czytaj całość >
  • Verya97

     — Wolfgang.

    — Ignoto!

    — Wolfgang...

    — Ignoto?

    — Wolfgang?!

    Myśl gęsta i bezbarwna przelewała się w przepaści między dwiema, nieustannie rosnącymi wieżycami odmiennych świadomości. Coraz trudniej było jej się wspinać na szczyt każdej z nich i już dawno byłaby zastygła w dwuznacznej nicości pomiędzy nimi, gdyby nie serce i jego okrutna niezłomność, wtłaczająca z każdym uderzeniem pachnące krwią i życiem iskry buntu.

    Więc myśl wciąż i wciąż zmieniała szczyty, brodząc po kolana w strachu i resztkach wspomnień, które wyciągały ku niej drżące smugi obrazów, przestrzegających przed konsekwencjami wyboru jednej lub drugiej wieży.

    Na środku drogi znajdowało się miejsce niezwykle niebezpieczne. Nadali mu imię – Wonwuz Tfaży, gdyż zgodnie z osobliwym zwycz…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Przedstawienie opowiadające o zabawnych perypetiach szalonego rycerza i jego giermka właśnie się zakończyło i na placu przed katedrą rozpętała się burza oklasków.

    — Jak ci się podobało? — zapytał Alexander, gdy po dwóch minutach publiczność w końcu przestała bić brawa.

    — Było cudowne! — przyznała Anna, pozwalając sobie na szeroki uśmiech. Czuła się odrobinę lepiej, mogąc choć na chwilę oderwać się od paskudnej rzeczywistości i nie myśleć o tych wszystkich niewiarygodnych zdarzeniach ostatnich dni.

    Starała się postępować tak, jak doradził jej Kristoff, ale nie spodziewała się, że nieustannie zmieniające się okoliczności będą robić wszystko, by zepchnąć ją z obranej ścieżki. Aż wzdrygnęła się na samo wspomnienie ukłucia strachu, jakie towarzysz…

    Czytaj całość >
  • Verya97

    Annę obudziły promienie słońca, którym na zaledwie kilka godzin przed zachodem udało przedrzeć się przez zasłonę chmur. Odruchowo nakryła sobie głowę poduszką, ale sen natychmiast uleciał, jakby był przetrzymywany pod jej powiekami na siłę, wbrew swojej nocnej naturze.

    Usiadła na łóżku, prostując nogi, na końcu których z zaskoczeniem stwierdziła obecność pantofelków, i przypomniała sobie, że to one zaprowadziły ją prosto do łóżka tuż po powrocie z korridy. Teraz spostrzegła, że najwyraźniej całe zmęczenie, fizyczne i emocjonalne, tajemniczym sposobem przesiąknęło z głowy do ubrań i fryzury. Nie chcąc sobie nawet wyobrażać szerszej perspektywy, przebrała się i uczesała, i wciąż półprzytomna, wyszła z komnaty.

    Sen usunął z jej głowy brutalne s…

    Czytaj całość >
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.